piątek, 16 stycznia 2015

Papież Franciszek na Filipinach

Przed wizytą Franciszka, policja filipińska aresztowała w Manilii kilkaset zajmujących się żebractwem dzieci ulicy, żeby nie zakłóciły przejazdu papieża. - Przerażone dzieci zamknięto w brudnych aresztach, gdzie śpią na betonowej podłodze i gdzie wiele z nich jest bite i molestowane przez starszych współtowarzyszy i dorosłych więźniów, a w niektórych przypadkach głodzone i przykuwane łańcuchami do filarów. Bywają karmione resztkami jedzenia prosto z podłogi, informował dziennik „Daily Mail” który przeprowadził w tej sprawie śledztwo.

Żeby nie pozostawić złego wrażenia, papież odwiedził niespodziewanie jeden z ośrodków fundacji ANAK-Tnk (Tulay ng Kabataan), która pomaga małym dzieciom. 
- Wizyta była odpowiedzią na tysiąc listów i rysunków, jakie dzieci wysłały do papieża z prośbą o spotkanie w czasie jego pobytu w Manili - podały służby prasowe.

Podczas tej wizyty jak i wcześniej, papież starał się robić wszystko żeby pokazać że płynie z głównym nurtem kultury kreowanej przez media. Tłumom w Manilii pokazywał dłonią gest podobny do gestu używanego przez gwiazdy show-biznesu i satanistów. Wcześniej, na Sri-Lance, odwiedził buddyjską świątynie fotografując się na tle pozłacanej figury bałwana-Buddy i uczestnicząc w ceremonii otwarcia stupy zawierającej "relikwie" będące symbolem obecności Buddy. Potem uczestniczył w konferencji odziany w buddyjski szal modlitewny. Dla tego gestu specjalnie zmienił program wizyty rezygnując ze spotkania z miejscowym episkopatem.

Zdjęcie z Manilii. Niezła jazda. fot. Twitter

Na Filipinach, odwiedzając miasto Tacloban zniszczone 2 lata temu przez tajfun, o mało nie ściągnął tego nieszczęścia ponownie. 15 tysięcy ludzi było zmuszonych do stania w ulewnym deszczu by słuchać Franciszka. Z powodu nadciągającego tornada Mekkhala, w trosce o własne bezpieczeństwo, skrócił program o 4 godziny i  ratował się ucieczką.

W drodze powrotnej do Włoch, już w samolocie, jak zwykle miał dla dziennikarzy kilka prymitywnych haseł by podlizać się lewackim mediom. Zauważył że we Włoszech i Hiszpanii zaobserwowano ujemny wskaźnik urodzeń. "Ale to nie znaczy – zastrzegł – że chrześcijanin musi masowo robić dzieci. Katolicy nie muszą być jak króliki i mieć dużo dzieci" powiedział papież mieszkający w kraju kolonizowanym przez masy muzułmańskich imigrantów. Uznał że rodzenie dużej liczby dzieci jest nieodpowiedzialne i dodał "ale Bóg daje środki by być odpowiedzialnymi". Nie sprecyzował czy chodziło mu o wszystkie środki antykoncepcyjne, w tym wczesnoporonne, czy tylko o prezerwatywy.

Jaki jest cel tych wypowiedzi? Przecież nie wynikają one z czystej głupoty Franciszka. W ubiegłym roku w jednym z przedszkoli we włoskiej Padwie, na 66 dzieci, tylko jedno było rodowitym Włochem. W Hiszpanii kobiety muzułmańskie rodzą średnio przeszło 100% więcej dzieci niż rodowite Hiszpanki. Bezpośrednim skutkiem tych zmian będzie osłabienie pozycji chrześcijan i likwidacja państw narodowych. A przecież te dwie rzeczy są od dawna głównymi celami zabiegów masonerii.

Metodą Franciszka jest mówienie na krawędzi niejasności, w taki sposób, żeby każdy odczytał sobie to co chce. Dzięki temu przeciwnicy zasad Kościoła mogą powoływać się na papieża w ich zwalczaniu, zaś wierni, pozostają do końca niepewni o co papieżowi chodziło.

Żenujące jest to zabieganie watykańskiego kleru o akceptację lewicowych mediów. Mało kiedy spotyka się ono z wzajemnością, za to ściąga na zwykłych chrześcijan zemstę muzułmanów utożsamiających coraz częściej chrześcijaństwo z bluźnierstwami wobec Boga potępianymi również przez Biblię.

Figurka Świętej Maryi sprofanowana przez muzułmanów we Włoszech po tym, jak kler katolicki dołączył do obrońców bluźnierczego pisma Charlie Hebdo.

Nie ulega już chyba wątpliwości że Franciszek jest oszustem, masońską kukłą postawioną do wykonania określonych zadań. Zresztą sam kiedyś przyznał że ma na to 4 lata. Potem przejdzie na emeryturę lub zostanie usunięty, bo w służbie szatana nie ma sentymentów.