poniedziałek, 3 marca 2014

Z cyklu znaki




  "Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła."*

W nocy z 27 na 28 lutego 2014 roku niebo nad Polską było krwistoczerwone. Od Irlandii i Szkocji przez Danię i Polskę po Skandynawię, była widoczna zorza polarna. Dziwną czerwoną łunę sfotografowano nawet na południu kraju, w Jeleniej Górze. Kiedy usłyszałem tę inormację, przypomniało mi się że w 2008 roku, kilka dni przed wojną w Gruzji, sam widziałem dziwne czerwone niebo nad Warszawą. Nawet zrobiłem kilka fotek. Było to 5 sierpnia wczesnym wieczorem, a już w nocy z 7 a 8 sierpnia, wybuchła wojna. I jeszcze przypomniał mi się ten fragment "Wspomnień" Alberta Speera:
"Nocą staliśmy z Hitlerem na tarasie Berghofu i podziwialiśmy rzadkie zjawisko. Wyjątkowo jaskrawa zorza polarna przez całą godzinę zalewała czerwonym światłem położony po przeciwnej stronie legendarny Untesberg, podczas gdy niebo grało wszystkimi kolorami tęczy. Ostatni akt Zmierzchu bogów nie mógłby się rozgrywać w efektowniejszej scenerii. Nasze twarze i ręce były nienaturalnie zabarwione na czerwono. Widowidsko to wywołało nastrój dziwnej zadumy. Nagle Hitler powiedział, zwracając się do jednego ze swoich adiutantów wojskowych: "To zapowiada wiele krwi. Tym razem nie obejdzie się bez użycia siły".
 Było to 23 sierpnia 1939 roku, zaledwie tydzień przed wybuchem najkrwawszej z dotychczasowych wojen światowych. Tak, wiem że takie zjawiska zdarzają się częściej niz wybuchają wojny. Oby i teraz tak było, ale kiedy są pewne niewytłumaczalne wiążące się z tym okoliczności wpływające na nastrój, trudo pozbyć się wrażenia że Najwyższy chce nam coś przez to powiedzieć. 

Kryzys na Krymie rozpoczął się kiedy w nocy 27 lutego do parlamentu Krymu weszli rosyjscy żołnierze. 

W tych dniach, w Rosji i na Ukrainie w klasztorach i cerkwiach zaczęły płakać ikony. W tradycji prawosławnej jest to wyraźny znak, który jest wezwaniem do nawrócenia i ostrzeżeniem przed zbliżającymi się trudnymi czasami. Ikony mają obecnie płakać m.in. w Rostowie nad Donem, Odessie, Równym, Nowokuzniecku. Wcześniej podobne zjawiska, w Rosji i na Ukrainie, miały miejsce przed rewolucją październikową i upadkiem caratu, a także tuż przed rozpadem Związku Sowieckiego. Rzuciłem okiem na mapę i widzę, że o ile Odessa czy Rostów nad Donem są zrozumiałe, to już Nowokuźnieck może sugerować coś przerażajacego. Leży on przy zachodniej granicy Chin. Przy tym krótkim odcinku granicy łączącym Rosję i Chiny zanim rozdzieli je Mongolia. Jeśli armia chińska kiedykolwiek wybierze się do Europy przez Rosję, to tamtędy bedzie miała najkrótszą drogę. Jeśli oznacza to że Chiny włączą się do obecnego kryzysu na przykład po stronie Rosji, to miej nas Panie w swojej opiece.

*)Fragment relacji siostry Łucji przedstawionej w „Trzecim wspomnieniu” z dnia 31 sierpnia 1941 roku, przeznaczonym dla biskupa Leirii-Fatimy.