poniedziałek, 16 grudnia 2013

Jak żydzi fałszowali Biblię


W Kościele Katolickim istnieje silny nurt dążący do zbliżenia Kościoła do judaizmu. Jezus według Kiko Arguello: w czarnym ubraniu, z wypalonymi oczami. Autor twierdzi że w swoim malarstwie wzoruje się na prawosławnych ikonach. Wypalone oczy sugerują że Jezus błądził, a odwrócona litera omega oznacza fałsz. W pisaniu ikon czerń oznacza zło, grób i otchłań piekielną. Czarne gałki oczne malowano demonom, co Kiko z pewnością wie, jako historyk sztuki. Takie przedstawiewne Jezusa nie jest zgodne z zasadami pisania ikon, ale jest całkowicie zgodne z Talmudem, który uznaje Jezusa za oszusta przebywającego obecnie w piekle.

Włączenie przez Hieronima do Wulgaty tłumaczeń  podsunietych przez rabinów żydowskich otworzyło drogę do infiltracji Kościoła zachodniego przez żydów i rozłamu na kościoły wschodni i zachodni. Utrudnia nawracanie żydów na chrześcijaństwo a w Kościele Katolickim doprowadziło do dzisiejszego upadku (większość księży ma na boku kobiety ale nie jest związana z nimi małżeństwem, eksperymenty liturgiczne, zanik poczucia sacrum powodują że kościoły pustoszeją).

Poniżej przedstawiam fragment wystąpienia pisarza Israela Adama Shamira na konferencji "Dialog Cywilizacji" na wyspie Rodos 8-9 kwietnia 2009 toku. Israel Shamir jest pisarzem i tłumaczem pochodzenia żydowskego. Mieszka w Izraelu, obecnie przyjął prawosławne chrześcijaństwo. Bierze udział w projekcie tłumaczenia na hebrajski oryginalnego tekstu Biblii.

    Pewnego razu prezydent George Bush młodszy odwiedził Izrael. Przed odlotem, zwrócił się do niego izraelski dziennikarz i zapytał, co wywarło na nim największe wrażenie. Po krótkim namyśle Bush odpowiedział: „To, że, pomimo trudności i wojny, zdążyliście w ciągu krótkiego czasu trwania waszego państwa przetłumaczyć Biblię na hebrajski!”

Jest to, oczywiście, dowcip. Każdy prostak – nawet George Bush – wie, że oryginał Starego Testamentu napisany był po hebrajsku, i że Izraelczycy nie musieli go tłumaczyć. Lecz każdy dowcip oparty jest częściowo na prawdzie. Twórcy tej żydowsko-teksaskiej anegdoty wierzą, że Żydzi mają w swych rękach autentyczny tekst świętej księgi świata chrześcijańskiego, że Żydzi są twórcami i strażnikami tej świętości. Wiarę tę – świadomie lub podświadomie – podziela z nimi także większość chrześcijan Zachodu. Takie stanowisko umieszcza Żydów na specjalnym miejscu w hierarchii Zachodu – przypomnijmy, że podstawowa funkcja hinduskich braminów polega na przechowywaniu i przekazywaniu tekstów wedyjskich, i dlatego mają oni wysoki status w społeczeństwie indyjskim, dający im i ministerialne teki, i dyrektorskie stanowiska. Za pomocą sakralnej funkcji Żydów, jako strażników świętego tekstu, także można wyjaśnić pozycję zajmowaną przez Żydów w społeczeństwie zachodnim, która wyraża się nieproporcjonalnym do liczby Żydów w społeczeństwie ich wpływem na zachodnią myśl chrześcijańską, filozofię i styl życia.
Prawdą jest, że chociaż sam fakt wpływu nie podlega dyskusji, wielu tego nie rozumie. Ponieważ trudno to wyjaśnić, więc powstały takie mity, jak Spisek Mędrców Syjonu i tym podobne fantazje. Pragmatycy tłumaczą to pieniędzmi, wzajemnym popieraniem się, „grą zespołową”. Lecz to także nie wyjaśnia wszystkiego – Żydzi w Grecji, Iranie, Indii też biedni nie są i pomagają sobie wzajemnie, jednak nie mają wielkiego wpływu. (Ciekawe, że w tych krajach nie lubią Ameryki i Izraela i nie od razu zrozumieją dowcip o prezydencie Bushu). Wyjaśniamy to w ten sposób, że wśród chrześcijan prawosławnych, muzułmanów, a tym bardziej wśród hinduistów i Chińczyków Żydzi nie pełnią funkcji sakralnej, nie są strażnikami świętego tekstu. Dla chrześcijan prawosławnych świętym tekstem (oczywiście, oprócz Nowego Testamentu) jest Septuaginta, grecki Stary Testament, przetłumaczony w trzecim wieku przed Chrystusem, tysiąc lat przed zakończeniem znanej nam dzisiaj starożydowskiej wersji Starego Testamentu.

Gdy mówimy o różnicach między kościołami zachodnimi i wschodnimi, które doprowadziły do zerwania i schizmy, zwykle wspominamy o filioque, lecz za podstawową rozbieżność, z której wynikają wszystkie pozostałe, można uznać wybór tekstu podstawowego. Jest to właśnie to decydujące rozdroże, gdzie rozchodzą się Kościoły - Zachodni i Wschodni. Kościół zachodni czci Stary Testament, przetłumaczony z Biblii Żydowskiej, a Kościoły Wschodnie uważają za oryginał tekst grecki i z niego tłumaczą. Trudno przecenić znaczenie tej różnicy. Gdy św. Apostoł Paweł powiedział o jedności wszystkich w Chrystusie, „Nie ma już Żyda ani poganina; nie ma już mężczyzny ani kobiety” (Do Galatów 3:28), to wymienił on diametralne przeciwieństwa, różnice biegunowe: mężczyzna i kobieta, Żyd i poganin [Grek]. Rzeczywiście, idealny Żyd i poganin [Grek] są diametralnie przeciwstawni, tak samo jak idealny mężczyzna i kobieta. Wiara chrześcijańska idzie po wąskiej ścieżce biegnącej pomiędzy tendencją judaistyczną i grecką, które są sobie przeciwstawne, jak Ying i Yang. Kościoły wschodnie skłaniają się ku tendencji greckiej, a zachodnie ku judaistycznej. Duch grecki wyraził się w greckim tekście Septuaginty (LXX), a judaistyczny w starożydowskim masoreckim tekście (MT). Tłumaczenia tych tekstów nieuchronnie tchną duchem oryginału.
(...)
 W ciągu wieków Żydzi tłumaczyli Biblię na języki różnych narodów świata w tym celu, aby wpłynąć na ich rozwój duchowy; przyszedł czas aby zapłacić im tą samą monetą, dając im oryginalny starożydowski tekst Starego Testamentu, tekst nie zredagowany przez synagogę i nie ocenzurowany przez żydowskich mędrców i masoretów, czyli ten sam tekst, który czytano w czasach Drugiej Świątyni.

Dlaczego ten literacki projekt może wpłynąć na losy świata? Dzieła sakralne wpływają na nasz świat o wiele bardziej, niż gotowi jesteśmy się do tego przyznać. W dobrym towarzystwie przyjęte jest, że wszystko robi się z wyrachowania, lecz jest to oszustwo cwaniaków. W rzeczywistości władza duchowna zawsze zatriumfuje nad świecką. Świat, oparty na Biblii Żydowskiej, nie jest równoważny światu, opartemu na Biblii Greckiej. Są w nim inne priorytety. Nawet teksty są inne.

Obecny starożydowski tekst Starego Testamentu, wykorzystywany przez judaistów i niewielkie społeczności chrześcijan mówiących po hebrajsku (nazywamy go tutaj MT, czyli Masoreckim Tekstem), nie jest tekstem natchnionym przez Boga, który znał Zbawiciel i Apostołowie. Można się o tym łatwo przekonać, wertując Nowy Testament – są tam odwołania do Starego Testamentu, których w naszym tekście starotestamentowym nie ma. Na przykład, Mateusz (12:21) cytuje proroka Izajasza: „W jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”. Jednak, gdy pójdziemy za odwołaniem, to zobaczymy, że Izajasz (42:4) mówi coś innego: „a Jego pouczenia wyczekują wyspy”. Lub w Dziejach Apostolskich (7:14), Szczepan mówi, że z Jakubem przyszło do Egiptu siedemdziesięciu pięciu ludzi. Gdy prześledzimy odwołanie (Rodzaju 46:27), to zobaczymy, że było siedemdziesięciu ludzi.

Nie jest to błąd tłumaczy, nie jest to błąd tłumaczenia polskiego – te same różnice zauważymy i w angielskiej, i we francuskiej Biblii. Tłumaczenie jest dokładne, lecz z nieprawidłowej wersji – tłumacze tłumaczyli z Biblii Żydowskiej, z MT, a Chrystus i Apostołowie znali, czytali i powoływali się na utracony, starohebrajski oryginał Septuaginty który nie dotrwał do naszych czasów, nazywany H70.

Właśnie z tego MT, a nie ze (zniszczonego) H70, zrobiono prawie wszystkie tłumaczenia Starego Testamentu – w tym i na angielski. I synodalne tłumaczenie rosyjskie także zrobiono z MT. Żydowscy mędrcy zdołali uczynić MT świętym tekstem świata chrześcijańskiego, i stał się on rękojmią i ukrytą przyczyną żydowskich wpływów na Zachodzie, chociaż MT zakończono stosunkowo niedawno. Najstarszym żydowskim rękopisem MT jest Kodeks Leningradzki, napisany zaledwie tysiąc lat temu, w roku 1008, czyli tysiąc lat po Narodzeniu Chrystusa. A Septuaginta, czyli tłumaczenie 70 interpretatorów, jest o wiele starsza – przetłumaczono ją nie tylko przed Chrystusem, ale nawet przed powstaniem Machabeuszy. Wtedy, w trzecim wieku przed Chrystusem, Palestyna, Egipt, Syria i ich sąsiedzi stanowili część świata hellenistycznego. Żydzi w nim się dobrze zintegrowali, a walka pomiędzy dwiema tendencjami starożytnego Izraela dopiero się zaczynała.

Jedna tendencja, nacjonalistyczne wybraństwo, prywatyzowała Pana Boga: „Prawo Pana nieba i ziemi, Stwórcę wszystkich i wszystkiego, najwyższe światło całego świata i ludzkości ogłoszono i zrobiono wyłącznym przywilejem wybranego Izraela”. Obcy, czytający Biblię, podlegał karze, jak złodziej lub cudzołożnik. Tłumaczenie Biblii na grecki przyrównywano do grzechu stworzenia złotego cielca (Wyjścia 32:4).
Druga tendencja prowadziła do chrześcijaństwa z jego uniwersalizmem i wszechczłowieczeństwem. Prawo, a także Łaska były dane wszystkim.

W terminach współczesnych, były to tendencje prywatyzacji i nacjonalizacji. Walka toczyła się we wszystkich trzech centrach starożytnej mądrości – w Aleksandrii, Babilonie i Jerozolimie. Aleksandria była najbardziej wszechludzka, Babilon obstawał najbardziej za wybraństwem, a Jerozolima była ich polem bitwy. W Aleksandrii wspaniała synteza idei żydowskich i hellenistycznych ucieleśniła się w przekładzie 70 interpretatorów, wyznaczonych przez najwyższego kapłana. W ten sposób Objawienie Izraela poszło w świat, przygotowując drogę Chrystusowi.

„Cerkiew [Kościół] wyjątkowo czci tłumaczenie 70-ciu – Septuagintę. Św. Ireneusz uważa, że święci interpretatorzy byli tak samo natchnieni przez Ducha Świętego, jak prorocy i apostołowie (Ir. 3, XXI, 4). Św. Justyn Filozof w „Mowie do Greków”, Tertullian, Św. Cyprian, Św. Augustyn, Św. Klemens Aleksandryjski nazywają tłumaczenie 70-ciu natchnionym przez Boga. Św. Bazyli Wielki nazywa go najdoskonalszym w Kościele. Cerkiew oddaje tłumaczeniu 70-ciu pierwszeństwo nie tylko przed innymi tłumaczeniami, lecz także przed MT. Cerkiew nie dowierza MT dlatego, że w ciągu dwóch tysięcy lat historii chrześcijaństwa oryginał żydowski przechowywany był w środowisku niechrześcijańskim, wrogim chrześcijaństwu, nie był przepisywany rękami chrześcijan. Tymczasem, tekst przekładu 70-ciu przechowywany był w środowisku chrześcijańskim, i przepisywali go chrześcijanie przy nieustannej kontroli Cerkwi” – pisze prawosławny komentator.

W tłumaczeniu Siedemdziesięciu było wiele cudownego. Zgodnie z tradycją, wybrano sześciu tłumaczy z każdego z dwunastu plemion, razem siedemdziesięciu dwóch. Lecz tłumaczenie nazywane jest tłumaczeniem Siedemdziesięciu dlatego, że Siedemdziesiąt – to według gematrii „Sod”, co oznacza tajemnicę. Siedemdziesięciu wyjawiło tajemnicę, którą nie chcieli dzielić się Żydzi-nacjonaliści. „Niech będzie przeklęty ten, kto wyjawi naszą tajemnicę Gojom” – napisano na podłodze synagogi En-Gedi. Pieśń nad Pieśniami trzykrotnie zaklina Córy Jerozolimskie „nie budźcie miłości przedwcześnie”, a oznacza to: „nie ujawniajcie naszej tajemnicy Gojom”, objaśnia Talmud. Rozwścieczeni, że ich tajemnica została wyjawiona, Żydzi-nacjonaliści zniszczyli żydowskie zwoje, z których Siedemdziesięciu tłumaczyło Septuagintę. W ten sposób zaginęły wszystkie zwoje H70. A w czasie powstania Machabeuszy, Żydzi-nacjonaliści pozabijali w Jerozolimie hellenistycznych judaistów – poprzedników chrześcijan.

Z nadejściem Chrystusa, wolny duch judeogrecki wyraził się całkowicie w Kościele. Nacjonaliści żydowscy byli przerażeni. Przeklinali i zabijali pierwszych chrześcijan. Lecz idei nie da się zabić. I, aby wziąć pod swoją kontrolę święty tekst, rozpoczęli oni długotrwały program pojmania ptaka, który wyleciał na swobodę. W ciągu setek lat niszczyli wcześniejsze pisma i pracowali nad tekstem, wykorzystując dwuznaczności czytania konsonantycznego, aż w końcu, otrzymali tekst z którego byli zadowoleni. Za pomocą niewielkich zmian żydowscy mędrcy zamienili ucieleśnioną w Chrystusie ideę osobowego Boskiego Zbawiciela na nacjonalistyczną ideę o Mesjaszu Izraela i dla Izraela. Narody świata zaczęto uważać za grzeszne półzwierzęta, które nie są w stanie dojść do Boga. Nazwę „judaiści” [Żydzi] pozostawiono tylko dla tej niewielkiej grupy fanatyków, a judaistów hellenistycznych zaczęto nazywać chrześcijanami, i nie uważano już ich za Żydów. Bitwa pomiędzy dwoma kierunkami ideowymi w ramach judaizmu przekształciła się w walkę pomiędzy judaizmem i chrześcijaństwem.

Żydzi-ekskluzywiści nie mogli zniszczyć Septuaginty – zbyt dużo pism rozeszło się wśród ludów świata, i LXX rozpowszechniała się coraz bardziej, doprowadzając narody do Chrystusa. Ażeby z powrotem zamknąć dżina w butelce, Żydzi dokonali po kolei trzech tłumaczeń Starego Testamentu na grecki jako przeciwwagę dla Septuaginty. Te tendencyjne tłumaczenia robiono z tekstów przedmasoreckich. W ten sposób, „Dziewica [która] porodzi syna” z proroctw stała się „młodą kobietą”, chociaż cóż w tym dziwnego? Od tego czasu judaiści dokonali lub wpłynęli na setki przekładów na języki świata, a jednocześnie pilnie strzegli MT, swojej żydowskiej wersji, jako jedynego legalnego źródła pierwotnego.

Młody Kościół nie martwił się z tego powodu, ponieważ język starożydowski stał się udziałem niewielkiej grupy mędrców żydowskich. Głównym językiem kultury był grecki, językiem władzy była łacina, a językiem prostego ludu aramejski. Żydowski oryginał Biblii odrzucono, jak pusty kokon gąsienicy, z której wylągł się już motyl. Kościół miał w rękach natchniony przez Boga tekst LXX. Tłumacze Septuaginty, półlegendarnych siedemdziesięciu interpretatorów, byli czołowymi mędrcami Izraela ówczesnych czasów, przedstawicielami wszystkich pokoleń i szkół. Na podstawie tego przekładu rozkwitł Nowy Testament, i tworzyli Ojcowie Kościoła. Wydawało się, że to wystarczy.

Gdy uczeni chrześcijańscy zainteresowali się źródłami i interpretacją Starego Testamentu, i zaczęli porównywać przekład Siedemdziesięciu z późniejszymi żydowskimi tłumaczeniami na grecki, nieuchronnie zwrócili się do żydowskiego tekstu Biblii, a do tego czasu tylko Żydzi mieli pisma i umieli je interpretować. Jak pamiętamy, żydowski oryginał Septuaginty został zniszczony. Znakomity uczony teolog Orygenes zwrócił się do Żydów o radę, i rada ich była oparta na ich tekście, i ich interpretacji tekstu. Orygenes postanowił ulepszyć Septuagintę i zredagował ją z uwzględnieniem przekładów żydowskich ze współczesnych jemu pism. Te poprawki, i poprawki innych redaktorów pozostały w wielu manuskryptach LXX. Lecz mimo to, pomimo takiego przeredagowania, Septuaginta pozostawała tekstem podstawowym, i wykorzystywał ją cały mówiący po grecku Wschód od Konstantynopola do Aleksandrii.

Lecz na Zachodzie greckiego nie znano. Początkowo Kościół Zachodni wykorzystywał tłumaczenia części Septuaginty na łacinę, i jedność Kościoła pozostawała niewzruszona. Ale potem Święty Hieronim, mąż wielce uczony, który przeżył 34 lata w Palestynie, postanowił stworzyć wzorcowy przekład na łacinę, z uwzględnieniem całej współczesnej mu wiedzy. Początkowo zamierzał przetłumaczyć Septuagintę na łacinę z uwzględnieniem starych tłumaczeń łacińskich, a następnie sprawdzić otrzymany tekst z żydowską wersją przedmasorecką.

W Jerozolimie spotkał się z żydowskimi uczonymi mężami, i poprosił ich o radę. Poradzili mu nie tracić czasu na niedobry przekład grecki, a zwrócić się bezpośrednio do źródła pierwotnego, czyli do Biblii Żydowskiej. I tak zrobił: od nowa przetłumaczył Stary Testament na łacinę ze współczesnych mu rękopisów żydowskich. W ten sposób posiano ziarna żydowskich wpływów w Kościele Zachodnim. Żydzi zaakceptowali przekład Hieronima, lecz Święty Augustyn był oburzony, i pisał w swej książce „Państwo Boże”: „Chociaż Żydzi chwalą mądry trud Hieronima, gdy tymczasem według nich Siedemdziesięciu Interpretatorów wielokrotnie się myliło, to Kościoły Chrystusowe uczą, że nic nie ma większego autorytetu, niż przekład Siedemdziesięciu, i powinniśmy wierzyć, że Siedemdziesięciu otrzymało dar prorocki.”
  Współcześni oburzali się na Hieronima, widząc, jak on z latami coraz bardziej skłania się na stronę Żydów. Przyjaciel jego młodości, Rufinus, rozpoczął otwartą krytykę Hieronima. Hieronim uznał fakty lecz nie zamierzenia. „Nie można winić mnie za to, że korzystam z pomocy Żydów przy tłumaczeniu z hebrajskiego. Nie rozumiem, jak wykorzystanie żydowskich interpretacji może podkopać wiarę chrześcijańską”, pisał Hieronim w swej Apologii. Lecz dzięki temu Żydzi zasiali ziarno, które z czasem rozkwitło w postaci zatwierdzenia MT i praktycznego zapomnienia Septuaginty.

Błędy Orygenesa i Hieronima, a także późniejszych uczonych mężów, spowodowane były brakiem wyczucia perspektywy historycznej. Już perspektywa malarska nie zawsze była znana  przez malarzy, a perspektywa w historii pojawiła się dopiero po Renesansie, nie wcześniej niż w XVII wieku. Do tego czasu ludzkość nie wyczuwała upływu czasu. Don Kichot wyobrażał sobie Achillesa i Hektora jako rycerzy. Krzyżowcy wzięli islamski meczet Jerozolimy za Świątynię Salomona. Podobnie Orygenes i Hieronim nie rozumieli, że tekst Biblii Żydowskiej zmienił się od czasów Ptolomeusza II Filadelfa, na którego rozkaz stworzono Septuagintę.


Niektóre zmiany wprowadzono specjalnie, niektóre spowodowane były błędami przepisywaczy, inne powodowało niezrozumienie słów. Teolog prawosławny zauważa: „Interpretacja grecka odtwarza niezależny od masoreckiego żydowski typ tekstualny, który w mniejszym stopniu został poddany rewizyjnej kontroli judaistycznych cenzorów i nie doświadczył tak bardzo głębokiej korekcji pod nadzorem prawowiernych rabinów. Niestety jego żydowski pratekst został zniszczony rękami żydowskich mędrców. Dlatego LXX i MT bardzo się od siebie różnią, a jeśli chodzi o sprawy mesjanistyczno-chrześcijańskie, to przeważnie są sobie całkowicie przeciwstawne”. (N.N. Głubokowskij).

Lecz Orygenes i Hieronim uwierzyli w żydowski mit o ich maksymalnie ostrożnym obchodzeniu się z rękopisami Starego Testamentu. Nie wiedzieli, że Żydzi spalali wariacyjne rękopisy, nie odpowiadające ich koncepcji. Chodzi o to, że w Kościele nie było takiego zwyczaju, i dlatego do czasów Hieronima istniało wiele wersji Nowego Testamentu i Septuaginty, „Tot paene versiones, qout codides” – ile wariantów, tyle i kodeksów. Dla porównania, Islam poszedł drogą żydowską, i wszystkie warianty Koranu spalono – w ten sposób pojawił się jeden tekst Koranu bez żadnych innych wariantów.

Prace Hieronima, który przetłumaczył Biblię Żydowską na łacinę, oznaczały podłożenie miny pod mury obronne chrześcijańskiego Państwa Bożego. Mina ta wybuchła po długich pięciuset latach, w wieku dziewiątym, kiedy Wulgatę Hieronima uznano za oficjalny tekst Kościoła Zachodniego. Tendencja judaistyczna zaczęła podbijać świat chrześcijański. Lecz mimo to przed Reformacją proces ten postępował powoli – niewielu ludzi umiało czytać Stary Testament po łacinie. Dopiero w czasach Reformacji proces ten gwałtownie przyśpieszył. Protestanci zaczęli tłumaczyć Stary Testament z Biblii Żydowskiej, wynik był podobny do ożywienia dawno uśpionej bakterii. W Niemczech i Anglii wybuchł, zaindukowany utajonym w MT duchem żydowskiego szowinizmu i wybraństwa, jadowity nacjonalizm, którego do tej pory nie było w Europie. Naczytawszy się przekładów z MT angielscy koloniści w Ameryce Północnej wymordowali pokojowych miejscowych mieszkańców zgodnie z receptami Księgi Jozuego, a Niemcy rozpoczęli swój marsz do narodowego-socjalizmu. Tym samym wybuchł drugi stopień miny, podłożonej pod chrześcijańską jedność jeszcze w drugim wieku.

Żydzi stali się strażnikami świętego tekstu Zachodu, zbiorowym Merlinem przy europejskim Królu Arturze. Ludzie niezadowoleni z ich wpływów, porzucali wiarę chrześcijańską i stawali się zwolennikami i ofiarami różnych kultów antychrześcijańskich. Nastąpiło przyśpieszenie procesu judaizacji i duchowej degradacji Zachodu.

Bitwa na tłumaczenia trwa do dzisiejszego dnia. Żydzi produkują setki przekładów na mnóstwo języków, każdy następny jest jeszcze bardziej judaistyczny od swego poprzednika, jeszcze bardziej związany z duchem żydowskiego wybraństwa. Niektóre przekłady są otwarcie żydowskie, jak trzytomowe tłumaczenie Biblii na rosyjski, które niedawno wyszło w Jerozolimie. Inne są krypto żydowskie, jak angielska Scofield Reference Bible, która sprowadza wiarę chrześcijańską do „miłości do Żydów i żydowskiego państwa”. Ta właśnie praca nad tłumaczeniami jest prawdziwym, a nie mitycznym, „Spiskiem Mędrców Syjonu”.


Cały tekst, jak również więcej informacji na temat projektu, znajduje się tu:
http://www.israelshamir.net/Polish/Translate-Bible-pl.htm 

P.S. 4 grudnia na KUL odbyła się prezentacja pierwszego polskiego przekładu Septuaginty autorstwa ks. prof. Remigiusza Popowskiego SDB. Wydała ją Oficyna Wydawnicza "Vocatio".

piątek, 13 grudnia 2013

Kolejna rocznica stłumienia powstania w Polsce

Do licznych smutnych rocznic przegranych powstań obchodzonych przez Polaków, za sprawą generała Jaruzelskiego doszła kolejna - rocznica zdławienia powstania Solidarności. Polacy to dziwny naród, potrafiący znosić najcięższą okupację, ale nie potrafiący utrzymać niepodległości.

Piętnastomiesieczny "festiwal Solidarności" był taką namiastką niepodległego kraju. Istniała częściowa wolność słowa i częściowa wolność organizowania się obywateli. Stwarzały one nadzieję na zdobycie kolejnych wolności upragnionych przez naród - aż do demokratycznego i niepodległego państwa. Niestety tchórzliwy generał Jaruzelski nie był w stanie oprzeć się presji Moskwy i stanąć na czele niepodległego państwa. Choć miał taką możliwość - 10-milionowa Solidarność stanęłaby za nim murem. Jednak on wolał pozostać lokajem Kremla.

Zresztą, z dzisiejszej perspektywy widać że wybór, z jego punktu widzenia, był całkowicie racjonalny. Sieć agentów oplatająca wszystkie instytucje i środowiska była tak gęsta, że kraj praktycznie nie posiadał autentycznych elit rozumianych jako grupa przywódcza posiadająca wspólny cel. Poza oczywiście elitą zdrajców i sługusów Moskwy. Tak zwani "doradcy Solidarności" z Kuroniem, Geremkiem, Mazowieckim, przywiezieni do Gdańska samolotem rządowym w sierpniu 1980 roku, prawdziwą elitą nie byli i Jaruzelski doskonale o tym wiedział. W rezultacie, aby ratować stołek, zdecydował się zniszczyć kolejne marzenie Polaków o wolności, tak jak robił to przez całe życie. Jedyne czego się obawiał, i dlatego tak długo się opierał, to że mu się nie uda. Zwlekał do zimy wiedząc że wtedy operację bedzie przeprowadzić najłatwiej. Dłużej czekać nie było mozna bo następnego roku na wiosne wypadały wybory do Rad Narodowych. Zawsze były one przez komunistów fałszowane, ale tym razem zanosiło się na to, że Polacy ogarnięci Duchem Prawdy o którego zesłanie prosił papież Jan Paweł II na Placu Zwycięstwa, zachowają się niestandardowo i uczciwość zwycięży. A to oznaczało dla PZPR utratę kolejnej rubieży za którą była już tylko władza nad państwem.

Moskwa była gotowa dogadać się z Solidarnością, była gotowa nawet na utratę Polski. Przywdcy z Kremla między sobą mówili o tym wprost, co wiemy dzięki wywiezionym na zachód protokołom posiedzeń Biura Politycznego sowieckiej kompartii (patrz- Archiwum Bukowskiego). Jaruzelski zgodził się wprowadzić stan wojenny jak chcieli Rosjanie. Wywieziony w nocy pod Brześć, gdzie niczym dowódca przegranej armii składał kapitulację w wagonie kolejowym, poddając się sowieckiemu marszałkowi i obiecując solennie że stan wojenny wprowadzi. Do końca prosił o interwencję wojskową ZSSR, ale jego przełożeni w Moskwie nie udzielili mu takiej obietnicy. Nie dostał nawet gwarancji wsparcia w razie gdyby sam z Wojskiem Polskim nie dawał rady. Kreml był w tym czasie zajęty wojną w Afganistanie i druga wojna, w Polsce, nie była mu potrzebna. Zwłaszcza gdy dowiedział się że USA nie życzą sobie tego.

Prace nad przygotowaniem stanu wojennego w Polsce, były prowadzone przez władze komunistyczne od dnia powstania Solidarności. Jednocześnie Moskwa starała się wywierać nacisk na władze PRL w celu zmuszenia ich do zbrojnego zniszczenia ruchu Solidarności. W tym celu przygotowali oni nawet operację wkroczenia wojsk sowieckich do Polski w 1980 roku. Do dziś ten fakt jest wykorzystywany przez propagandę postkomunistów dla uzasadnienia operacji wprowadzenia stanu wojennego rok później. Kiedy zimą 1980 roku prezydent Ronald Reagan wyperswadował kacykom z Moskwy wojnę z Polakami, spuścili się oni na Wojciecha Jaruzelskiego. Ten sługus nigdy ich nie zawiódł. Zawsze na pierwszym miejscu stawiał interes ZSSR. Wspinał się po szczeblach sowieckiej kariery ostrożnie ale i bezwzglednie. Był tak lojalny wobec doktryny sowietyzmu ze nie wszedł do kościoła nawet podczas pogrzebu własnej matki. Kiedy dochrapał się stanowiska ministra obrony, jednym z pierwszych jego posunięć oprócz spiskowi przeciwko Gomułce, było zniszczenie wojsk obrony terytorialnej.

Wojska OT stworzone przez generała Bolesława Chochę w latach 1960, była to jedna z prób uzyskania większej autonomii Polski w sowieckim imperium. W każdym powiecie był batalion wojsk OT a w każdym województwie dodatkowo brygada lub pułk. To powodowało że próba sowieckiej inwazji na wzór tej z Czechosłowacji w 1968 roku, w Polsce nie miała szans na powodzenie. Wojska te nie podlegały Frontowi Nadmorskiemu czyli wojskom operacyjnym PRL które w razie ataku Układu Warszwskiego na Zachód, w całości przechodziły pod dowództwo sowieckie. Wojciech Jaruzelski kiedy tylko dochrapał się stanowiska ministra obrony, zaczął systematycznie niszczyć wojska OT. Przekształcił je stopniowo z wojsk obrony terytorialnej, w wojska zabezpieczające przegrupowanie 2 rzutu strategicznego wojsk ZSSR przez Polskę. Zamiast obrony polskich miast, miały się one zajmować naprawą zniszczeń węzłów komunikacyjnych, aby transporty wojskowe z głębi ZSSR podczas ataku sowieckiego na Europę zachodnią, mogły przechodzić przez Polskę płynnie i bez przeszkód. Kiedy zdobył pełnię władzy w PRL w latach 1980, Jaruzelski zniszczył wojska OT całkowicie.

Decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego podjęto w sobotę 12 grudnia 1980 roku, około południa. W nocy z 12 na 13 grudnia SB aresztowała około 10 tysięcy działaczy Solidarności. Plan zakładał aresztowanie tylko 5 tysięcy, jednak dzięki zaskoczeniu, udało się go wykonać z nadwyżką. Na ulice wyprowadzono 70 tysięcy żołnierzy i 30 tysięcy milicjantów. Społeczeństwo zostało zaskoczone całkowicie i nie stawiało oporu. Nawet subtelne działania dezinformacyjne, sugerujące że operacja jest przeprowadzana w celu obrony kraju przed inwazją ze wschodu, okazały się na tym etapie niepotrzebne.

Byłem wtedy chłopcem. Pamiętam że jadąc tego niedzielnego poranka warszawskim tramwajem byłem niezwykle zdziwiony ciszą i brakiem jakiejkolwiek reakcji ludzi. Nikt nie komentował nawet tego co się wydarzyło. Paranoiczna nieufność do współobywateli zaszczepiona przez okupację sowiecką, nagle się odrodziła. Ludzie zbyt dobrze pamietali komunistyczny terror żeby okazywać jakiekolwiek zdziwienie. Pojechałem do kolegi aby razem sprawdzić co się dzieje. Przy moście Śląsko-Dąbrowskim stały stalowe kozły przeciwpancerne. Pod mostem przy Wybrzeżu Gdańskim stał namiot wojskowy rozbity na gołym asfalcie. Wkrótce potem zniknął bo temperatury w nocy były zabójcze. Ulice były upiornie puste. Z Wiejskiej wyskoczył nagle samochód osobowy w dziwnym różowym kolorze. Przez chwilę wydawało się że chce staranować bramę ambasady USA. Skręcił z piskiem opon i zniknął w bocznej uliczce.

Ponieważ słuchałem w tych czasach Radia Wolna Europa i BBC, pojechaliśmy z kolegą na ulicę Ikara na Mokotowie jako że RWE podało że tam mieszka generał Jaruzelski. Spodziewałem się, w swojej naiwności że będzie tam już demonstracja Polaków sprzeciwiająca się wprowadzeniu stanu wojennego. Niestety niczego takiego nie było. Ulica była pusta, nawet tajniaków nie było widać przy willi generała. Tylko na środku pomiędzy jezdniami ulicy Puławskiej, na trawniku stał opancerzony Skot łączności z rozwiniętą anteną. Pojechaliśmy na Aleje Ujazdowskie. Idąc w kierunku placu Trzech Krzyży zauważyliśmy gęstniejący tłum. Ktoś owinięty w białoczerwoną flage wbiegł w bramę pomiedzy budynkami pomimo że nikt go nie gonił. Dopiero później wyczytałem że była to taktyka prowokatorów milicyjnych. Kto za nim pobiegł dostawał w bramie lanie od zomowców. Na placu Trzech Krzyży trwała już demonstracja. W ulicy Mokotowskiej stał oddział ZOMO a dowódca przedstawiając się jako kapitan (nazwiska nie pamiętam) nakazał tłumowi rozejście się w ciagu 10 minut. W przeciwnym wypadku rozpocznie szturm. Weszliśmy z kolegą do kościoła na środku placu. Trwała Msza. Harcerki (tak!) w przedsionku rozdawały chusteczki do wycierania łez (tak!) gdyż wokół kościoła kłębiły się opary gazów łzawiących. Zadziwiła mnie organizacja harcerzy. Wyszlismy przed kościół. Z ulicy Brackiej wyskoczył czerwony Star straży pożarnej. Na stopniu obok kierowcy stał jakiś demonstrant z triumfem wymachujący ręką. Samochód zniknął w Alejach Ujazdowskich. ZOMO ruszyło do ataku. Wyskoczyliśmy z kolegą w kierunku ulicy Książęcej. Za nami pognał zomowiec wymachując pałką. Poszliśmy pod budynek Solidarności Regionu Mazowsze. Było tam już po wszystkim, po chodniku walało się kilka papierów jakby ktoś dopiero co przeprowadził wielką rewizję. Wróciłem do domu na obiad.

Wieczorem wyszedłem szukać dalszych atrakcji. Przy pomniku "czterech śpiących" trwała demonstracja. Zomowcy strzelali w okna bloku naprzeciwko komisariatu przy Cyryla i Metodego granatami z gazem łzawiącym. Nie wiem dlaczego to robili,w oknach nikogo nie było. Poszedłem z tłumem w kierunku mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Koło wybiegu niedźwiedzi, kilku prowokatorów milicji zawróciło pochód w kierunku ulicy Targowej. Krzyczeli że niby idziemy pod KC, jednak na pętli tramwajowej przy ulicy Zielenieckiej demonstracja stopniała i się rozpłynęła. Na ulicy Targowej leżały czerwone flagi pozrywane z jakiegoś budynku. W tłum wjechał samochód którego kierowca chciał przebić się w kierunku Pragi Południe. Wtedy zobaczyłem jaką siłą dysponuje zagniewany tłum. Ludzie zaczęli kołysać samochodem, mało brakowało żeby go wywrócili. Kierowca wycofał się. Następne dni to już pełne zwycięstwo komuny. Telewizja apelowała żeby przynosić zmarznietym żołnierzom jedzenie i ludzie to robili. Morale wojska nie było najwyższe. Na ulicy Targowej widziałem żołnierzy z "pasami na jajach" i karabinami zwieszonymi jeszcze niżej. Wkrótce wojsko zostało wycofane z ulic i zastąpiła je milicja. Na ulicy Rakowieckiej krążył gąsienicowy BWP-1. Baner reklamujący film "Czas Apokalipsy" na kinie Moskwa wyglądał upiornie. Na skrzyżowaniu Puławskiej i Goworka zobaczyłem po raz pierwszy słynny koksownik.

 W następnych dniach ogarniała nas coraz większa apatia. Władza odniosła pełny triumf. Wiosną milicja skupiła się na tępieniu jakichkolwiek oznak nieposłuszeństwa. Walczyli z opornikami w swetrach. Mojego kolegę wylegitymowali bo miał pas z klamrą w kształcie kotwicy. Potem mój nieszczęsny kolega wstąpił w ich szeregi jako płatny kapuś o czym dowiedziałem się przypadkowo. Nie wyszedł na tym najgorzej, mógł bez oporów brać łapówki a jego podwładni szli w jego ślady. Kilka lat temu zwierzył mi się że tylko żałuje że nie wstąpił do ZSMP. Po raz kolejny w naszej historii zwyciężył cynizm.

sobota, 7 grudnia 2013

Ocenzurowana wypowiedź o Intronizacji Chrystusa na Króla Polski i Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę


Pod koniec listopada 2013 TV Republika zaprosiła do programu Studio Republika, Cezarego Gmyza, Ewę Stankiewicz, Jerzego Roberta Nowaka, Dawida Wildsteina i ks. Stanisława Małkowskiego. Niestety to, co najważniejsze w wypowiedzi ks. Małkowskiego – czemu sam ks. Stanisław, jako zaproszony gość, nadawał najważniejszą rangę – zostało wycięte. Chodzi o jego wypowiedź dotycząca Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę oraz Intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski, jako najważniejszych spraw dla Polski.

Cytat z wyjaśnień ks. Stanisława Małkowskiego:

„Program TV Republika, w którym uczestniczyłem był prowadzony przez Panią Ewę Stankiewicz i Pana Tomasza Sakiewicza. Pod koniec programu padło pytanie co w obecnej sytuacji zdrady mamy robić. Odpowiedziałem, nawiązując do słów św. Pawła: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska. Wskazałem na trzy sposoby przyjęcia Bożej łaski dla pokonania zdrady w Polsce i wobec Polski:
- Krucjata Różańcowa za Ojczyznę,
- Intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski,
- ofiarowanie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi przez Ojca świętego w jedności z biskupami Kościoła Rzymsko-Katolickiego dla nawrócenia Rosji i pokoju na świecie
.”

Niestety w programie wypowiedź ks. Stanisława Małkowskiego kończy się wraz z cytatem ze św. Pawła. Ucięcie jej w tym miejscu niszczy sens jego wypowiedzi i stwarza wrażenie że w przeciwieństwie do przedmówców, usprawiedliwia on zdrajców ojczyzny.

Dlaczego autorom programu TV Republika zależało na ośmieszeniu ks. Małkowskiego? Czy znowu okaże się że środowisko stojące za tym przedsięwzięciem to tylko kolejna grupa cynicznych graczy którym nie zależy na prawdzie, ale tylko na rozgrywaniu konfliktów dla osiągnięcia swoich celów (władza, pieniądze, wpływy)?

Cały program: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=FiRCQqW5pqQ

Źródło: http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/

piątek, 6 grudnia 2013

Z mądrości papieża Franciszka

"Prawdziwy islam i poprawna interpretacja Koranu sprzeciwiają się wszelkiej przemocy" - napisał nieomylny Bergoglio w najnowszej adhortacji Evangelii Gaudium (paragraf. 253).

Tymczasem Koran odpowiada na to tak:

- I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili! – Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. – I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich(2:190-191)

- A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców (tj. Chrześcijan - Admin) , tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki! (9:5)

- Gdziekolwiek się znajdują, zostaną schwytani i zabici bez litości; zgodnie ze zwyczajem boga ustanowionym dla minionych pokoleń (33:60-61)

- Nie słuchaj więc niewiernych (tj. Chrześcijan) i zwalczaj ich z wielkim zapałem, przy jego pomocy (25:52)

- Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta (47:4)

- Walczmy ze wszystkimi, którzy mówią, że są inni bogowie prócz Niego (tj.allaha) (S.5,33; 9,5; 9,29; 38,2 etc.)

- Allah przerazi niewiernych; uderzcie ich mieczem po szyi; odetnijcie im końce palców (S. 8,12)

- Odpłatą dla tych, którzy zwalczają boga i jego posłańca (tj. Mahometa) i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie to, iż zostaną oni zabici lub ukrzyżowani albo obetnie się im rękę i nogę naprzemianlegle, albo też zostaną wypędzeni z kraju (S. 5,33)

- Niewierni (tj. Chrześcijanie - Admin) są dla muzułmanów wrogiem jawnym (S. 4,101)
- Ci, którzy odrzucają Allaha, są gorsi od zwierząt (S. 8,55)
- Są to przestępcy (S. 6,147)

W swojej adhortacji Franciszek napisał że chrześcijanie i muzułmanie modlą się do tego samego Boga. Odpowiedział mu szejk Jusuf Burchami - przywódca egipskich Salafitów. Wydał on specjalną fatwę, według której Jezus oczekiwał wprowadzenia szariatu. Zorganizował też kilka transparentów, które ukazywały takie napisy jak "Jezus jest muzułmaninem" i powiedział że chrześcijanie i żydzi powinni płacić muzułmanom specjalny podatek. Miałoby to wynikać ze słów Jezusa "oddajcie Bogu co Boskie a cesarzowi co cesarskie".

Jeżeli zabijanie nie jest przemocą, to co nią jest bracie Franciszku?
Ostatnio Jorge Bergoglio przyznał się że w młodości pracował jako bramkarz w nocnym klubie, powinien więc coś wiedzieć o przemocy.

Wcześniej, z oficjalnej strony internetowej Watykanu zniknął słynny wywiad Franciszka dla gazety La Repubblica. Papież głosił tam takie herezje że nie dało się go obronić i wielu znawców prawa kanonicznego mówiło wprost o związanej z tym niemozliwości dalszego sprawowania urzędu papieża przez Bergolio. Na ratunek Franciszkowi wyruszył sam komunista Eugenio Scalfarii pisząc że wszystkie słowa Franciszka to on sobie sam wymyślił i że w ogóle zawsze tak robi w swoich wywiadach.


Ciekawe czy i adhortacja  Evangelii Gaudium w końcu zostanie wstydliwie schowana tak jak i poprzednie płody chorego umysłu Bergoglio, bo roi się tam od podobnych skandalicznych błedów. Franciszek apeluje tam do chrześcijan aby przyjmowali imigrantów wyznających islam "serdecznie i z szacunkiem" jakby nie rozumiał czym kończy się osadnictwo isklamskie w każdym kraju. Troska o życie wyznawców chrześcijaństwa nie znajduje się jednak najwyraźniej wśród priorytetów papieża Bergoglio. Można tam znaleźć więcej wywrotowych myśli Bergoglio, na przykład taką że "w pewnych okolicznościach biskup powinien iść za ludem przede wszystkim dlatego, że to lud posiada zdolność rozpoznawania nowych dróg". Widać też sygnalizowaną przez Ostrzeżenie przekazywane przez Marię z Irlandii próbę rozluźnienia udzielania sakramentów. Franciszek pisze bowiem "Także drzwi sakramentów nie powinny zamykać się z byle jakiego powodu" dodając że "Eucharystia nie jest "nagrodą dla doskonałych", ale "wielkodusznym lekarstwem i pokarmem dla słabych". Do adhortacji Bergoglio wrzucił też swoim zwyczajem masę lewackich sloganów piętnując kapitalizm jako "z gruntu niesprawiedliwy" system ekonomiczny, w którym dominuje "prawo silniejszego" i "kultura odrzucenia". Kwestię zakończył marksistowskim sloganem "dopóty dopóki nie zostaną rozwiązane w radykalny sposób problemy ubóstwa, nie zostaną rozwiązane problemy świata". W rzeczywistości ludzi biednych na świecie jest coraz mniej, ale nie dzięki pustym hasłom, tylko postępowi naukowo-technicznemu.

Okazji do trenowania pokory i duchowego ubóstwa Franciszkowi dostarczył podczas wizyty w Watykanie prezydent Putin każąc na siebie czekać 50 minut. Nic dziwnego że nie spieszyło mu się wszak wszystko co chiał osiągnąć, dostał od papieża kilkanaście dni wcześniej, kiedy Franciszek pozował do zdjęć z koszulką z hasłem Gazpromu o szkodliwości wydobycia gazu łupkowego.

Z kolei podczas wizyty premiera Izraela Netaniahu, papież został obdarowany książką "Początki Inkwizycji. Hiszpania w XV wieku" co można odebrać jako dobry żart w żydowskim stylu, oraz świecznikiem przypominającym biblijna menorę. Miał on jednak osiem ramion zamiast sześciu, a na szczycie centralnej kolumny świecznika która symobolizuje Boga, znajdowała się mała piramidka - symbol kojarzący się z grobami faraonów i masonerią.

czwartek, 21 listopada 2013

Kardynał Schonborn przyjął nagrodę od masonów

 23 października 2013r. kardynał Christoph Schonborn, przyjął członków żydowskiej loży masońskiej B’nai B’rith. Loża B’nai B’rith nagrodziła Schonborna wyróżnieniem „Menora za wybitne osiągnięcia humanitarne”. Powodem nagrody jest fakt, że Schonborn jest znany ze swoich wysiłków gaszenia oporu wobec judeosatanizmu. W swojej mowie dziękczynnej pod adresem B’nai B’rith, za otrzymaną nagrodę, kardynał  podkreślił, że istnieje kilka rzeczy, które wspólne są dla pogresywizmu i dla judaizmu, między innymi wolność religijna.

 
Schonborn odbiera, w swoim pałacu nagrodę „Menora” z rąk żydomasonów B’nai B’rith. 

Podkreślił on również, że jest zdecydowanie przeciwny "antysemityzmowi" i "nietolerancji". Po potwierdzeniu swojej wielkiej miłości do judaizmu i Izraela zadeklarował swoją determinację kroczenia śladami swojego poprzednika, żydomasona, kardynała Franza Koniga, który także był wielkim zwolennikiem judaizmu. Schonborn zakończył swoje przemówienie słowami z proroka Izajasza: „Bo z Syjonu wyjdzie zakon” (Proroctwo Izajasza 2:3) stwierdzając, że w Dziesięciu Przykazaniach menora oświetla drogę dla wszystkich ludzi. Bardzo trudne jest w tych słowach nie usłyszeć powołania Kościoła Katolickiego, który kontynuuje wybraństwo Starego Testamentu i do którego to słowa z Ksiegi Izajasza powinny być odnoszone.

 Zrzut ze strony B’nai B’rith z informacją o nadaniu nagrody Schonbornowi.

Ciekawe: BERGOGLIO = 666



W kodowaniu ASCII suma liter nazwiska kardynała Bergoglio daje liczbę 666:

66 = B
69 = E
82 = R
71 = G
79 = O
71 = G
76 = L
73 = I
79 = O

66+69+82+71+79+71+76+73+79 = 666

ASCII [aski] (ang. American Standard Code for Information Interchange) – 7-bitowy kod przyporządkowujący liczby z zakresu 0-127: literom (alfabetu angielskiego), cyfrom, znakom przestankowym i innym symbolom oraz poleceniom sterującym. (Wikipedia).

Źródło: http://www.drogowskazydonieba.com/

wtorek, 19 listopada 2013

Watykan w czołówce postępu

Informacje napływające w ostatnich dniach pozwalają z całą odpowiedzialnością stwierdzić że Watykan robi wszystko żeby nie dać się wyprzedzić siłom miedzynarodowego postępu i socjalizmu w walce o pokój, sprawiedliwość społeczną i ekologię.

Pierwsza wiadomość jaka rzuciła mi się w oczy na dzisiejszej stronie watykańskiego radia, to depesza sugerująca że nie ma już religii prawdziwej. Nie ma, albowiem wszystkie są równe!

"Dialog międzyreligijny uczy nas uważać, by w szkołach, na uniwersytetach, w mediach, a zwłaszcza w kazaniach nie przedstawiać w złym świetle religii wyznawanej przez innych. Uczy nas także nie poniżać przekonań religijnych drugiego człowieka i traktować różnice etniczne, kulturowe czy światopoglądowe za bogactwo, a nie zagrożenie. Podkreślił w stolicy Austrii przewodniczący Papieskiej Rady ds. Dialogu Religijnego. Kard. Jean-Louis Tauran wystąpił na forum globalnym zorganizowanym w Wiedniu przez Międzynarodowy Ośrodek ds. Dialogu Międzyreligijnego i Międzykulturowego króla Abdullaha bin Abdulaziza" (...)
"Kard. Tauran przypomniał, że w centrum troski tak przywódców politycznych, jak i zwierzchników religijnych stoi osoba ludzka" (wow, ale postęp, kiedyś w centrum był Bóg, ale to było dawno, chyba w ciemnym średniowieczu?). Międzynarodowy Ośrodek ds. Dialogu Międzyreligijnego i Międzykulturowego króla Abdullaha bin Abdulaziza (KAICIID) powstał przed dwoma laty. Utworzyły go wspólnie w Wiedniu Arabia Saudyjska, Austria i Hiszpania, a Watykan jest współżałożycielem-obserwatorem. - A więc za saudyjskie pieniadze można sobie pokonferować, pewnie darmowy bufet itd, dlaczego nie skorzystać?

Z kolei w cieniu warszawskiego "Szczytu Klimatycznego", w siedzibie Caritas Polska odbywała się dwudniowa, międzynarodowa konferencja naukowa pod hasłem „Współpraca duchowieństwa na rzecz sprawiedliwości klimatycznej”. Organizatorami konferencji są CISDE (Międzynarodowa Współpraca dla Rozwoju i Solidarności), UKSW i Caritas Polska. Nuncjusz apostolski w Polsce, abp Celestino Migliore, wygłosił na niej wykład w którym zwrócił uwagę, jak podaje Radio Watykańskie, na "niedostatecznie rozpowszechnioną świadomość, że do rozwiązania problemu ekologicznego nie wystarcza technika i nauka". Mówiąc o konieczności ograniczenia emisji gazów cieplarnianych abp Migliore "podkreślił znaczenie koncepcji słuszności i odpowiedzialności wspólnej".

Jak wyjaśnił, słuszność w tym kontekście nie może oznaczać po prostu równości. „Jeśli przyjmiemy, że każda osoba, każda wspólnota regionalna czy narodowa ma takie same prawo do korzystania z zasobów atmosfery, to ma również taki sam obowiązek jej ochrony. – Poziomy emisji muszą być proporcjonalne do poziomu produktu krajowego brutto danego kraju”.

Zadziwia nie sam fakt wypowiadania się kapłanów i funkcjonariuszy państwa watykańskiego o ekologii, ale wyraźnie sztuczne podpinanie się pod inicjatywy za którymi stoją globalni manipulatorzy. Wiadomo ze wielu naukowców uważa i ma na to dowody, że tzw. "problem globalnego ocieplenia" jest sztuczny i został wymyślony w celu wpływania na rozwój krajów trzeciego świata, w tym demograficzny, oraz jako instrument wsparcia ich kolonizacji przez koncerny USA.


Kilka dni temu papież przyjął "ekologów" sprzeciwiających się wydobywaniu gazu łupkowego od których otrzymał stosowną koszulkę. Odbyło się to krótko przed wizytą Władimira Putina w Watykanie. Jak wiadomo Rosja prowadzi ogromna kampanię na rzecz powstrzymania planów wydobycia gazu łupkowego w Europie. Można więc powiedzieć że papież wystąpił w drużynie Gazpromu.

Od razu przypomniało mi sie po tych wiadomościach, proroctwo Sołowiowa, który pisał że szatan "przedstawi się jako pacyfista, ekologista i ekumenista. Ma zwołać sobór ekumeniczny i będzie dążył do ugody ze wszystkimi chrześcijańskimi wyznaniami, zgadzając się na ustępstwa wobec każdego z nich. Ogół chrześcijan pójdzie za nim, z wyjątkiem małych grup katolików, prawosławnych i protestantów". 

Myślę że problem bierze się z braku umiejetności rozróżnienia przez dzisiejszy, posoborowy kler, wiary w Chrystusa od "innych zjawisk kultury". Oni po prostu, zgodnie z duchem Soboru Watykańskiego II, traktują wszystkich na równi, wszystkie religie, prądy kulturowe, mody... Sami stają się tylko funkcjonariuszami obsługujacymi wierzących jednej z religii. Jako profesjonaliści oczywiście w to co głoszą, nie wierzą. Służą tylko ludziom jako dobrzy fachowcy od ich przypadłości zwanej wiarą. Stąd bierze się nieczułość różnych rekolekcjonistów na techniki jogi czy TM które wykorzystują oni na równi z praktykami chrześcijańskimi.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rewolucyjny poniedziałek

 Na Palcu Zbawiciela, w czasie odbywającego się kilka ulic dalej Marszu Niepodległości, spłoneła po raz kolejny papierowa gejowska tęcza ufundowana przez magistrat. Wcześniej, z dachu zajmowanego nielegalnie budynku przy ul. ks. Skorupki, lewacy obrzucili butelkami i kamieniami grupę zadymiarzy w białych kominiarkach, która oderwała się od przechodzącego 150 metrów dalej Marszu. Następnie, pod ambasadą rosyjską podpalono budkę strażnika. Policja aresztowała 70 osób. W Marszu brało udział kilkanaście tysięcy ludzi.

Z innych jubli - w ubiegłym tygodniu, w kościele przy Nowolipkach, odbył się pokaz mody. Były cycki. Iwent zorganizowali neoni żeby wspomóc parafię w remoncie elewacji. Proboszcz i księża z parafii zniknęli na czas pokazu a archidiecezja udaje że zaszła pomyłka.

~*~

Podczas poniedziałkowej mszy papież Franciszek potępił dobroczyńców Kościoła, którzy sięgają do kieszeni i dają pieniądze Kościołowi ale drugą ręką okradają państwo i biednych. Papież powiedział że kto tak robi, zasługuje na to "by kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze". W ten sposób sparafrazował i "uwspółcześnił" słowa Jezusa.

Wysiłek Franciszka by poprawić przesłanie Jezusa w duchu Marksa, staje cię coraz wyraźniej widoczny. Ten "papież z końca świata" zdaje się nie rozumieć że ideologia Marksa i Lenina stała się zaprzeczeniem samej siebie, że w tych częściach świata gdzie była realnie wprowadzona w życie jest odbierana już tylko jako cyniczny żart.

Skażenie marksizmem-leninizmem papieża Franciszka jest tak wielkie że zatracił poczucie proporcji, stał się karykaturą papieża, kabaretową parodią księdza dla którego ważniesze są pieniądze i państwo oraz idea walki z biedą, niż dusza człowieka. Wygląda to jakby kardynał z Argentyny żył w całkowitej nieświadomości tego co komunizm spowodował na świecie. Jakby nie czytał gazet, tylko znalazł na plaży "Kapitał" Marksa, wyrzucony do śmieci gdzieś po drugiej stronie oceanu i spodobał mu się tak że teraz głosi swoje "odkrycie" światu.

Jego "poczucie sprawiedliwości społecznej" zdecydowanie góruje nad troską o dusze dzieci skrzywdzonych przez pedofilów.  Bo przecież to właśnie pedofilów dotyczyły słowa Jezusa o kamieniu młyńskim. Tymczasem podejrzany o pedofilię arcybiskup Wesołowski, uciekł z Dominikany i schronił się w Watykanie. Na jego temat Franciszek nie wypowiedział dotąd ani słowa.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Wysiłek wymazania chrześcijaństwa

Nie ulega wątpliwości że wraz z globalizacją mamy do czynienia z nasileniem ataków na całą tradycję a nawet cywilizację chrześcijańską. Jednak błedem byłoby sądzić że jest to proces dotyczący tylko ostatnich czasów. Żeby się skutecznie bronić, trzeba poznać jak najlepiej przeciwnika który nas atakuje, zrozumieć jego cele i jego zamiary.

Gordon "Jack" Mohr, emerytowany pułkownik armii USA , uczestnik wojny w Korei, był swiadkiem wielu okrucieństw i bestialskich zbrodni jakich dopuszczali się komuniści w tej wojnie. Przysiągł Bogu że jeżeli ocaleje postara się zrobić wszystko aby zaraza komunizmu nie dotarła nigdy do jego ojczyzny. W tym celu podjął studia żeby zrozumieć pochodzenie komunizmu i jego nienawiść do chrześcijaństwa.

Błędem byłoby sądzić że komunizm się skończył. Zmienił tylko maskę. Flagę czerwoną zmienił na "tęczową". Przestał walczyć o "szczęście proletariatu" a zaczął walczyć o szczęście "uciskanych" mniejszości wszelkiej maści, od pederastów po wyznawców islamu w krajach zachodnich. Niezmienny pozostaje tylko cel - zniszczenie dotychczasowej cywilizacji i budowa "nowego wspaniałego swiata".

W swojej książce "Spisek w celu zniszczenia chrześcijaństwa", Gordon Mohr dość obszernie przedstawia kto, jak i kiedy zorganizował komunizm. Z jakich kręgów brali się jego twórcy i co było ich celem. Jak wielkie finanse od początku działalności komunistycznej i przez kogo zostały przeznaczone.

Kilka fragmentów tej książki pozwala zrozumieć jak głęboko sięgnął autor w poznaniu tego śmiertelnego i bezlitosnego przeciwnika którego celem, jak pisze, nie jest "ostateczna unia wszystkich narodów, lecz trium jednego nad wszystkimi innymi":

"Spośród wszystkich reakcyjnych systemów powstałych w ciągu 6.000 lat pisanej historii dla zniszczenia wartości moralnych, na pierwszym miejscu jest talmudyczny komunizm. Niewątpliwie jest to najbardziej udoskonalony, najbardziej skuteczny i najbardziej bezlitosny system, jaki kiedykolwiek widział świat, i najbardziej udany. Już na przestrzeni 70 lat zdobył ponad 1/3 świata i ponad 2 biliony ludzi poddał najbardziej bezlitosnej dyktaturze w annałach historii.
Czy amerykańscy chrześcijanie chcą zaakceptować tę ocenę czy nie, pozostaje fakt, z obszerną dokumentacją ze źródeł samego wroga – że to rewolucyjny wysiłek żydowski zrodził ten ruch i go sfinansował. Jest to wysiłek wymazania chrześcijaństwa z powierzchni ziemi i Boga z nieba.(…)

Nigdy wcześniej w historii ludzkości nie prowadzono takiej pełnej nienawiści kampanii wymazania z powierzchni ziemi chrześcijańskich wartości i degradacji wszystkiego co wiązało się z Jezusem Chrystusem i Jego kościołem.

Celem międzynarodowego komunizmu jest, jak zawsze, zniewolenie ludzi pod jarzmem ekonomicznym, politycznym, społecznym i duchowym, żeby mniejszość mogła panować całkowicie. Taka jest zasadnicza żądza międzynarodowego syjonizmu, co wyraźnie wykazali jego liderzy.

W 1931 roku żydowski lider syjonistyczny Wladimir Żabotyński, przemawiając na V Kongresie Polskich Rewizjonistów Syjonistycznych w Warszawie, co opublikował londyński TIMES 12.03.1931, powiedział: “Żydzi staną się dynamitem, który wysadzi Imperium Brytyjskie”. Mógł równie dobrze powiedzieć chrześcijański świat, bo to miał na myśli.

W 1881 roku Goldwin Smith, żydowski profesor nowoczesnej historii na Uniwersytecie Oksford, przedstawił we właściwej perspektywie cele syjonizmu kiedy powiedział: ”Naszą rasę uważamy za wyższą wśród ludzkości, i oczekujemy nie ostatecznej unii z innymi, lecz jej triumfu nad nimi“.

 W 1918 roku hrabia Mensdorf, austriacki ambasador w Anglii, powiedział w Londynie: “Izrael (Żydzi) zwyciężyli w I wojnie światowej; my ją wywołaliśmy, na niej żerowaliśmy, z niej mieliśmy zyski. Była to nasza największa zemsta na chrześcijaństwie“.

Gordon Mohr odkrywa przed nami jak metodycznie komunisci podchodzili do realizacji swoich celów, z jaką perfekcją przygotowywali się do ich realizacji:
"W ich podręczniku Psychopolityka, opublikowanym w 1933 roku i nauczanym w leninowskiej Szkole Broni Psychopolitycznej, na Uniwersytecie Moskiewskim. Jest w nim następujący charakterystyczny fragment: “W każdym podbitym narodzie należy najpierw zdegradować stan samego człowieka. Narody o wysokich wartościach etycznych są trudne do zdobycia. Trudno jest wstrząsnąć ich lojalnością. (...) Nieskuteczny jest atak na naród w takim stanie umysłu. Podstawowym celem psychopolityki jest pomniejszenie samego człowieka. On musi być zdegradowany z bytu duchowego do szablonu reakcji zwierzęcej. Musi myśleć o sobie jako o zwierzęciu, zdolnym tylko do reakcji zwierzęcych. Nie wolno mu już myśleć o sobie, czy swoich bliźnich, jako zdolnych do wytrwałości duchowej czy szlachetności. (...) i w rezultacie tego religia musi być niemodna, pokazywać (...) że dusza nie istnieje, a człowiek jest zwierzęciem”.(…)

Czerwony terror zawsze rozpoczyna się od eliminacji intelektualistów i chrześcijańskich przywódców. Widziałem to na własne oczy w Korei Południowej w 1948, kiedy złapano mnie w nieudanym zamachu na rząd tego kraju. Tylko w ciągu 10 dni, pod kontrolą ich sądu ludowego, w małym mieście na południu, brutalnie zamordowano ponad 3.800 ludzi. To chrześcijańskie miasto Sun’chon, w prowincji Chollo Nam Do, poniosło główny ciężar tego dzikiego ataku. To przywódcy chrześcijańscy i ich rodziny doświadczyły najgorszej brutalności. I taki był komunistyczny wzorzec na całym świecie. (…)"

Tłumaczyła Ola Gordon.

Płk Gordon “Jack” Mohr zatytułował swoją pracę w oryginale w języku angielskim: The Plot To Destroy Christianity! Jest ona dostępna pod adresem: 
http://jewise.wordpress.com/the-plot-to-destroy-christianity/

wtorek, 29 października 2013

Fałszywa skromność Jorge Bergoglio



Papież Franciszek na początku swego urzędowania zamieszkał na stałe w Domu Św. Marty, co zostało rozgłoszone jako wyraz wielkiej skromności. Miało to go odróżniać od Benedykta XVI i innych papieży którzy mieszkali w apartamencie specjalnie dla nich przeznaczonym w Pałacu Apostolskim.

Obecnie, jak podał tygodnik Focus powołując się na pracownika Kurii, Franciszek zajmuje całe piętro w Domu Św. Marty. Uwzględniając dużą kaplicę w Pałacu Apostolskim, nowe lokum jest "niewiele mniejsze niż w starym miejscu". Papież Franciszek mówił że wybrał Dom Św. Marty bo nie chciał się odgradzać, pragnął mieszkać wśród ludzi i rozmawiać z każdym. Jednak rzeczywistość, jak twierdzi Focus, wygląda inaczej: "bo w Domu Św. Marty nie należy zbliżać się do papieża, nawet tylko po to by go powitać".

Dom Św. Marty został wzniesiony specjalnie dla kardynałów zjeżdżających na konklawe, gdyż dotychczasowe miejsca w których mieszkali były za mało komfortowe. Ten nowoczesny, pięciopiętrowy gmach został ukończony w 1996 roku. Znajduje się tam również specjalny apartament dla nowego papieża w którym powinien on przebywać do czasu odnowienia jego właściwego apartemntu w Pałacu Apostolskim. Poza okresem konklawe Dom miał służyć gościom odwiedzającym Watykan.

Pomimo że Benedykt XVI zwolnił pokoje w których mieszkał, Franciszek pozostał w apartamencie w Domu Św. Marty, który wykorzystuje jako swoje mieszkanie prywatne. Nie znaczy to jednak że zrezygnował z apartamentu papieskiego w Pałacu Apostolskim. - Wykorzystuje go jako powierzchnię biurową oraz do celów reprezentacyjnych.

Tak więc papież Franciszek wbrew usilnym staraniom by stwarzać pozory skromności, nie ma nic wspólnego z ubóstwem św. Franciszka którego imię wykorzystał. - Zamiast mniejszej powierzchni, Bergoglio zajmuje większą powierzchnię niż stary papież, narażając Watykan na większe koszty i powodując dodatkowe utrudnienia.


czwartek, 17 października 2013

Dlaczego papieże boją się współpracować z Maryją?

Jak wiadomo Matka Boża 13 lipca 1917 r. w Fatimie poleciła dokonać przez papieża w łączności z wszystkimi biskupami świata oficjalnego poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Miało to uratować świat od "wielu błedów" rozprzestrzenianych przez Rosję. 

"Bóg pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do Mego Niepokalanego Serca. Jeśli uczynią to, co wam powiem, zbawi się wiele dusz i zapanuje pokój. Wojna się skończy. Jeżeli jednak nie przestanie się obrażać Boga, za pontyfikatu Piusa XI zacznie się inna, gorsza (...) Aby temu przeszkodzić, przyjdę prosić o poświęcenie Rosji Memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca. Jeśli posłuchają moich próśb, Rosja nawróci się i zapanuje pokój; jeśli nie, rozsieje ona swoje błędy po całym świecie, prowokując wojny i prześladowania skierowane przeciw Kościołowi; dobrzy będą wydani na męczeństwo, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał, wiele narodów będzie unicestwionych. Na końcu Moje Niepokalane Serce zatryumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a światu będzie dany pewien czas pokoju."

Następnie, 13 lipca 1929 roku s. Łucja otrzymała od Maryi polecenie że nadszedł czas aby dokonać tego poswięcenia:

"Przyszła chwila, w której Bóg wzywa Ojca Świętego, aby wspólnie z biskupami całego świata poświęcił Rosję Memu Niepokalanemu Sercu. Bóg obiecuje uratować ją za pomocą tego środka. Tak wiele dusz zostaje potępionych przez sprawiedliwość Bożą z powodu grzechów przeciwko Mnie popełnionych. Przychodzę przeto prosić o zadośćuczynienie. Ofiaruj się w tej intencji i módl się."

Właśnie w 1929 roku w Rosji sowieckiej z polecenia Stalina rozpoczęto walkę z religią i krwawą kolektywizację wsi.  Powstała wówczas specjalna organizacja propagująca ateizm "Związek wojujących bezbożników" (dziś czytając wiele komentarzy w internecie można odnieść wrażenie że wznowił swą działalność w Polsce). Palono cerkwie i kościoły, mordowano księży. Cerkiew która miała przez I WŚw. 54 tys. parafii, w 1940 roku miała ich tylko 500. Do dziś chrześcijan jest tylko około 20 %  wśród mieszkańców Rosji chociaż przed prześladowaniami była ich wiekszość.

Rosja sowiecka nie poprzestała na walce z religią u siebie ale tworzyła antyreligijne nastroje na całym świecie po to aby doprowadzić do rozkładu wewnetrznego społeczeństwa krajów kapitalistycznych poprzez zniszczenie tradycyjnych wartości moralnych. Dziś Rosja znowu wykorzystuje ateistów i ruchy rozkładowe na Zachodzie gdyż z z racji wcześniejszych powiązań z KGB, stanowią one najmocniejsze oparcie dla rosyjskich działań za granicą.

Pomimo listów słanych przez s. Łucję do Watykanu, papieże nie uczynili tego o co prosiła Matka Boża. Co prawda Watykan stara się sugerować że poświecenia takiego dokonał już papież Pius XII a potem powtórzył to Jan Paweł II, ale skoro poswięcenia dokonał Pius XII, to po co miałby go powtarzać Jan Paweł II? Co ciekawe, następny papież Benedykt XVI też odbył pielgrzymke do Fatimy 13 maja 2010 roku a ostatnio Franciszek kilka dni temu, 13 października dokonał poświęcenia, niestety znowu świata a nie Rosji!

W rzeczywistości żaden z nich nie zrobił tego w sposób o jaki prosiła św. Maryja.
- Pius XII zrobił to rzekomo w liście apostolskim Sacro vergente anno, do ludów Rosji 7 lipca 1952 r. Nie było to jednak dokonane tak jak prosiła Maryja, w sposób uroczysty w łączności z biskupami świata (pisała o tym sama siostra Łucja).

- Jan Paweł II miał to uczynić po zamachu, w Fatimie 13 maja 1982 r. Jednak było to "powierzenie świata sercu Matki" jak wyraził się papież, a nie "poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi". Rosja nie została wymieniona ani razu. Nie było też działania w zjednoczeniu wszystkich biskupów. Również wtedy s. Łucja w kilku listach napisała że nie było to w jej odczuciu to, o co prosiła Maryja.

Jan Paweł II ponowił ten akt w liscie do wszystkich biskupów z 8 grudnia 1983 r. jednak również tam nie wymienia z nazwy Rosji ani razu! Co więcej, w liście znajduje się dziwne zdanie "Tobie powierzamy, o Matko, świat, wszystkich ludzi i wszystkie ludy, Tobie powierzamy także samo poświęcenie świata i oddajemy je Twemu matczynemu sercu” które sugeruje że papież w sposób zawoalowany prosi Matkę Bożą aby dała mu już spokój i niech przyjmie to co dostała w takiej formie w jakiej jej dano i niech przedstawi to Bogu jako to o co prosił!

Potwierdził to pośrednio sam Jan Paweł II mówiąc biskupowi Cordesowi że zaniechał wymieniania  Rosji, gdyż bał się "że słowa te zostałyby zinterpretowane jako prowokacja pod adresem władz radzieckich". A więc bał się że kolejne strzały na Placu św. Piotra będą już bardziej celne.

Benedykt XVI tylko powiedział o tym co zrobił (a w rzeczywistości nie zrobił) Jan Paweł II. Wszystko to wygląda tak, jakby papieże bardzo chcieli to zrobić, ale w ostatniej chwili wycofywali się.

Również Franciszek miał poświęcić świat kilka dni temu, jak zapowiadały media, w obecności figurki MB z Fatimy, jednak nie zrobił tego.  W całej swojej modlitwie ani razu nie użył nawet słowa "świat" ani "Niepokalane Serce". "Zapomniał" również o Rosji, chociaż niektórzy oczekiwali że tego dokona. Jednak akurat jego bym o to nie podejrzewał. Franciszek nie boi się zamachu, jeździ odkrytym autem, co najlepiej świadczy że nie zamierza stawać na odcisk nikomu z możnych tego świata.
Co prawda nie było zawierzenia Rosji ale zamiast tego biskupi portugalscy "zawierzyli papieską posługę Franciszka Matce Bożej z Fatimy"! Prosił o to sam Franciszek i  brzmi to jak jakaś kpina! Przypomina to przewrotny styl polityki uprawiany przez komunistów.

Można się domyślać że służby rosyjskie mają długie ręce i potrafią w porę powstrzymać papieży. A może nawet już nie muszą. Przykładem co się dzieje z niespełnionymi prośbami może być Francja gdzie w drugie połowie XVII wieku św. Małgorzacie Alacoque Jezus objawił swą prośbę o dokonanie poświęcenia kraju Jego Najświętszemu Sercu przez króla Ludwika XIV. Nie zostało to zrealizowane. Minęło nieco ponad 100 lat, kraj stał się kolebką błędnych prądów, i w rezultacie wybuchła rewolucja która zmiotła nie tylko króla ale cały stary porządek. Dziś Francja staje się z wolna islamskim kalifatem.


Zadziwiające podobieństwo

Znalazłem artykuł opisujący wizje Anny Katarzyny Emerich dotyczące nowego kościoła. Być może ma to związek z tym co się dzieje obecnie i co się będzie działo, jak wszystko na to wskazuje, w niedalekiej przyszłości w Watykanie. Wizje opisują jak się wydaje działania masonerii kościelnej.

Kilka fragmentów:

"Zobaczyłam dziwaczny, osobliwie wyglądający kościół będący w trakcie budowy. (...) Nie widziałam żadnego anioła pomagającego w budowie, lecz wielką liczbę najdzikszych duchów taszczących ku sklepieniu przedmioty najprzeróżniejszego rodzaju, gdzie osoby o krótkich kościelnych okryciach odbierały je i umieszczały w różnych miejscach. Nic nie było przyniesione z góry; wszystko pochodziło z ziemi i mrocznych rejonów, a cała konstrukcja była dziełem błędnych duchów. (...) Spostrzegłam, że wiele z narzędzi nowego kościoła, takich jak włócznie i strzały, miało zostać użyte przeciwko żywemu Kościołowi. (...) W jaskini poniżej (zakrystii) jacyś ludzie wyrabiali chleb, ale nic z tego nie wychodziło. (...) Wszystko w tym kościele należało do ziemi i do niej powracało; wszystko było martwe, wszystko było dziełem ludzkich umiejętności, był to kościół najnowszego formatu, kościół będący dziełem ludzkiej pomysłowości, jakby nowy innowierczy kościół w Rzymie" (ss. 282-3).

"Boję się, że Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć przed śmiercią, ponieważ widzę jak czarny, fałszerski, nieprawdziwy kościół odnosi coraz większe powodzenie, widzę jego zgubny wpływ na społeczeństwo" (s. 292). "Wybudowali wielki, osobliwy, kuriozalny kościół, który miał obejmować wszystkie wyznania na równych prawach: ewangelicy, katolicy i wszystkie sekty – prawdziwa wspólnota bezbożników z jednym pasterzem i jedną owczarnią. Miał tam być papież, płatny papież, pozbawiony wszelkiej władzy. Wszystko zostało przygotowane, wiele rzeczy ukończono; lecz zamiast ołtarza były tylko ohyda i spustoszenie. Tak miał wyglądać ten nowy kościół, i to dlatego podłożył on ogień pod stary; jednakże Bóg zamierzył inaczej. Umarł on po spowiedzi i zadośćuczynieniu – i ożył na nowo" (s. 353).

"Kiedy doświadczałam tej wizji wówczas z jeszcze większą wyrazistością w najmniejszych szczegółach zobaczyłam ponownie obecnego Papieża i mroczny kościół jego czasów w Rzymie" (s. 279). "Widziałam zgubne konsekwencje tego fałszywego kościoła; zobaczyłam, jak się rozrasta; widziałam heretyków wszelkiego rodzaju napływających do Rzymu. Widziałam nieustannie narastającą letniość duchowieństwa, ciągle poszerzający się krąg ciemności. (...) Znowu zobaczyłam w widzeniu Bazylikę Św. Piotra podkopywaną, pustoszoną według planu wymyślonego przez tajną sektę i jednocześnie niszczoną przez burze; lecz została ocalona w chwili największego niebezpieczeństwa. Następnie ujrzałam Błogosławioną Dziewicę rozciągającą nad nią swój płaszcz. W tej ostatniej scenie nie widziałam już panującego Papieża, tylko jednego z jego następców, łagodnego, lecz bardzo stanowczego człowieka, który wiedział jak przyciągnąć do siebie kapłanów i który odpędził złych daleko od siebie" (s. 281).

 Tu link do całości: http://www.ultramontes.pl/omlor_anna_katarzyna.htm

sobota, 12 października 2013

W Warszawie referendum

W Warszawie referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz Waltz. Dla tych, co zgodnie z apelem władz PO, pojechali na grzyby, wrzucam taką oto widokówkę...

Pałac kultury wzorowany na Wieży Spasskiej Kremla.

...Żeby wiedzieli jak wrócić do domu. 

Przy okazji polecam bardzo dobry tekst pana Mirosława Kokoszkiewicza jaki ukazał się w Warszawskiej Gazecie. Oto fragment:

"Smo­leńsk dla dzi­siej­szych wło­da­rzy Pol­ski jest tym sa­mym, czym Ka­tyń był dla za­in­sta­lo­wa­nych nad Wi­słą so­wiec­kich na­miest­ni­ków, dla­te­go nie dziw­my się ich po­czy­na­niom i te­mu, że czę­sto te „eli­ty” re­pre­zen­to­wa­ne są bez­po­śred­nio przez sy­nów, cór­ki, wnu­ków i krew­nia­ków daw­nych „utrwa­la­czy wła­dzy lu­do­wej”.

Mord do­ko­na­ny na księ­dzu Po­pie­łusz­ce w paź­dzier­ni­ku 1984 ro­ku oraz za­bój­stwa księ­ży Nie­dzie­la­ka, Zy­cha i Su­cho­wol­ca, do ja­kich do­szło w cie­niu ob­rad okrą­głe­go sto­łu, to zbrod­nie za­ło­ży­ciel­skie III RP, któ­rych na­stęp­stwem był cy­ro­graf pod­pi­sa­ny mię­dzy praw­dzi­wym ka­tem a spryt­nie wy­se­lek­cjo­no­wa­ną „ofia­rą”.

Przez ca­łe trwa­nie PRL-u pa­no­wa­ło mil­cze­nie na te­mat 17 wrze­śnia 1939 ro­ku i krwa­wej ofia­ry so­wiec­kiej agre­sji, któ­rej tra­gicz­nym skut­kiem by­ła li­kwi­da­cja pol­skich elit, co z ko­lej zmu­si­ło oku­pan­ta do ukry­wa­nia praw­dy i pro­pa­go­wa­nia przez dzie­się­cio­le­cia tak zwa­ne­go kłam­stwa ka­tyń­skie­go.
Że­by Kwa­śniew­ski mógł bry­lo­wać, czy że­by Mich­nik mógł być uwa­ża­ny za ge­niu­sza, trze­ba by­ło naj­pierw Ka­ty­nia, Ko­ły­my, Pal­mir, Au­schwitz – rze­zi pol­skich elit. Bo na bez­ry­biu i rak ry­ba” – po­wie­dział Po­lak, hi­sto­ryk i jed­no­cze­śnie ame­ry­kań­ski pro­fe­sor, Ma­rek Jan Cho­da­kie­wicz.
Wła­ści­wie w tym jed­nym zda­niu za­wie­ra się ca­ła dia­gno­za śmier­tel­nej cho­ro­by, któ­ra do­pro­wa­dzi­ła Pol­skę do dzi­siej­sze­go sta­nu.
Nie­miec­cy i so­wiec­cy oku­pan­ci wie­dzie­li do­sko­na­le, że sa­ma li­kwi­da­cja elit to nie wszyst­ko. Trze­ba jesz­cze na pod­bi­tych te­re­nach pro­wa­dzić ta­ką prze­myśl­ną po­li­ty­kę, aby te praw­dzi­we eli­ty nie mia­ły już ni­g­dy szan­sy się od­ro­dzić zaś w ich miej­sce usta­no­wić „eli­ty” mia­no­wa­ne, słu­żal­cze wo­bec oku­pan­tów, któ­re ich nisz­czy­ciel­ską dla tkan­ki na­ro­do­wej dzia­łal­ność bę­dą nie­ja­ko fir­mo­wać i sprze­da­wać tu­byl­com ja­ko prze­jaw no­wo­cze­sno­ści i po­stę­pu."

Link do całości.

Pan Kokoszkiewicz wydał ostatnio książkę "Jak zabijano Polskę" w której stawia tezę że w Polsce - byłej sowieckiej kolonii, w 2005 roku, byłe mocarstwa kolonialne doprowadziły do skrajnej nienawiści pomiędzy dwoma odłamami społeczeństwa popierającymi przeciwstawne partie: PO i PiS, aby ułatwić sobie prowadzenie interesów podobnie jak to zrobiono pomiędzy Hutu i Tutsi w Rwandzie.

piątek, 4 października 2013

Jorge w Asyżu

Papież Jorge Bergoglio mówi wiele i przy każdej okazji a poetykę i głebię jego wypowiedzi można porównać tylko do twórczości Paolo Coelho. Ta inflacja wypowiedzi spowoduje jedno: nikt nie będzie już zwracał uwagi na słowa papieża. I może o to chodzi.

Pozornie wypowiedzi Franciszka są żywiołowe jak u typowego latynosa a przy tym często niespójne. Wydaje się że mówi to co słuchacz w danej chwili chce usłyszeć. Jako marny przywódca atakuje własne szeregi łudząc się że w ten sposób zdobędzie poklask wśród niezdecydowanych. Przebiega tysiąc mil by zdobyć jednego zwolennika a traci tysiące już zdobytych.

Kilka dni temu opowiadał ateiście Scalfariemu że nawracanie to nonsens, że kościół powinien "głosić pokój" (zamiast jak dotychczas głosić Jezusa) i otwierać się na nowoczesną kulturę a dziś w Asyżu  przestrzegał przed próżnością i  mówił że Kościół musi wyrzec się światowości - którą określił jako "trąd i raka społeczeństwa" (przenośnia z trądem chyba przypadła mu do gustu bo użył jej już drugi raz w ciągu kilku dni, tylko w innym kontekście).
- Światowość zabija duszę i Kościół - podkreślił, i przestrzegł, że "nie można być chrześcijaninem z cukierni, pięknym jak tort".
Te grafomańskie metafory stają się już znakiem firmowym Franciszka ale najwyraźniej podobają się dziennikarzom. Jak to już celnie  zauważono, tajemnicą popularności Franciszka w mediach jest hojność, z jaką zaspakaja oczekiwania " współczesnej kultury" oraz przebiegłość z jaką unika tego, co może stać się znakiem sprzeciwu.

Analizując wypowiedzi Bergoglio, można zauważyć że wbrew temu co powiedział dziś w Asyżu, idzie bardzo chętnie za duchem tego świata naśladując populizm i polityczną poprawność polityków i głównych mediów. Wczoraj powiedział że pożar u brzegów Lampedusy, na statku z Libii którym płynęli nielegalni imigranci, to "hańba". Dokładnie tego samego słowa użył włoski polityk, szef MSW Angelino Alfano dodającąc że Europa powinna się wstydzić że doszło do tego wypadku. Dlaczego Europa miałaby pomagać nielegalnym imigrantom z krajów islamskich zapewniając im bezpieczny transport, ani papież ani minister nie wyjaśnili.

Może chodzi o to żeby zwiększyć różnorodność Kościoła, bo oto według podanych dla prasy ustaleń "Rady ośmiu" która wczoraj zakończyła obrady, gruntowna reforma Kurii Rzymskiej ma zmierzać w kierunku decentralizacji i większej autonomii kościołów lokalnych. Byłby to dobry trop, gdyby nie to, że, jeśli chodzi o tradycyjną liturgię, to Franciszek jest niezwykle jednokierunkowy - zakazał Mszy w rycie trydenckim zakonowi Franciszkanów Niepokalanej.

Może więc ta różnorodność ma być szersza - dotyczyć różnych religii a nie jednej, katolickiej? - To by się zgadzało, jeśli wziąć na poważnie jego umizgi w stronę luteran i muzułmanów.

Gdyby to było prawdą, pozostałoby jeszcze tylko ustalić jak zamierza ten cel osiągnąć. I tu Franciszek daje nam podpowiedź - jest nią to o czym już pisałem - chetniej atakuje własne szeregi niż szeregi wroga. Tak więc spodziewajcie się że za zmianami struktur władzy w Watykanie, pójdą zmiany w liturgii, by dostosować ją do wymagań innych religii. Na przykład pójście na połączenie z protestantami oznaczałoby zgodę na zakwestionowanie autentycznej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie pod postacią chleba i wina podczas Przeistoczenia (transubstancjacja). Na to pewnie nigdy się nie zgodzą koscioły prawosławne. Jednak odpowiedzią na to może być owa "decentralizacja" czyli zgoda na różne formy liturgii, ale nie w obrębie jednego Kościoła. Takie zmiany będą wymagały czasu, nie stanie się to raczej w tym roku. Chyba że zostaną sprytnie zakamuflowane, np. pod płaszczykiem innych reform.


Z tego, co się wyłania z dotychczasowych działań papieża Bergoglio, nasuwa się podobieństwo z tym, co mówią orędzia Ostrzeżenia dawane Marii z Irlandii o "fałszywym proroku". Każdy kto czytał owe orędzia, niewątpliwe musiał odnieść wrażenie że przesłania które otrzymuje Maria z Irlandii, musi dawać ktoś, kto bardzo dobrze znał kardynała Jorge Bergoglio albo nawet pozostaje z nim w zmowie. Mamy tu dwie podstawowe mozliwości:

1- Jest to orędzie autentycznie pochodzące od Boga.
2 - Pochodzi ono od szatana, czy szerzej, od sił wrogich Kościołowi.

 W pierwszym przypadku pojawia się wątpliwość: skoro jest to orędzie od Boga, dlaczego występują tam pewne niezgodności z nauczaniem Kościoła (np. małżeństwo nazywane jest "najświętszym sakramentem")  i pewne nietrafione przewidywania (np. odnośnie trzęsień ziemi w Rosji i Chinach które nie nastąpiły choć, jak zapowiadał jeden z przekazów miały nastąpić "wkrótce").
 W drugim przypadku, pochodzenie od sił zła, tłumaczyłoby dlaczego nie ma tam wezwania do modlitwy różańcowej a jest kilkadziesiąt nowych modlitw które mają zapewne zająć jej miejsce.

Wszystko wskazuje na to że prawdziwa jest ta druga możliwość. Kontakty Bergoglio z masonerią mogą tu być istotnym śladem. Jednak po co masoneria miałaby ostrzegać przed samą sobą? Wszak Ostrzeżenia ostrzegają przed fałszywym prorokiem który miałby pochodzić od masonerii!
Wszystko to wygląda absurdalnie, ale jeśli efektem tych ostrzeżeń będzie to, że Kościół Katolicki ulegnie rozbiciu na dwa przeciwne obozy - tradycjonalistów, przeciwnych Bergoglio i "postępowców" godzących się na zmiany przez niego wprowadzane, to masoneria osiągnie swój cel. A w dodatku będzie miała kontrolę nad oboma odłamami! Przynajmniej tak może się jej wydawać ponieważ nie wierzy że Bóg jest silniejszy i zniweczy jej plany.


wtorek, 1 października 2013

Franciszek - nawracanie innych na swoją wiarę, to czysty nonsens

Dziś pierwsze, tajne (ach te tajne stowarzyszenia) zebranie miała nowo powołana rada kardynałów przy papieżu. W jej skład wchodzi 8 kardynałów ze wszystkich kontynentów. Oficjalnie jej celem jest reforma Kurii Rzymskiej. Przy tej okazji Franciszek dał wywiad ateiście Eugenio Scalfariemu z lewicowego dziennika La Repubblica w którym stwierdził że papieże byli często narcyzami a watykański dwór to trąd papiestwa. Obiecał że zmieni oblicze Watykanu i Kurii Rzymskiej. Przy okazji dodał że jego zdaniem prozelityzm, nawracanie innych na swoją wiarę, to czysty nonsens. - Nie ma sensu. Musimy się poznawać, wysłuchiwać innych i poszerzać naszą wiedzę o świecie - podkreślił papież Franciszek. Zdaniem papieża, każdy człowiek ma swoją wizję dobra i zła. Według niego należy wspierać ludzi w ich dążeniu do tego, co sami uznają za dobre. - To by wystarczyło, by uczynić świat lepszym miejscem. Papież powiedział też Eugenio Scalfariemu, że "musimy włączyć wykluczonych i głosić pokój" (pis bracie!).  Zapewnił, że pragnie kontynuować dzieło Soboru Watykańskiego II, otwierać Kościół na nowoczesną kulturę, w tym ekumenizm i dialog z niewierzącymi (seks, dialog i rock'n'roll).

Wywiad zbiegł się w czasie z ujawnieniem dochodów Banku Watykańskiego. Nie są one wielkie, ale bilans na szczęście jest dodatni (86,6 mln. euro).  Ma rację papież Franciszek. Jednym z celów statutowych Banku Watykańskiego jest finansowanie działalności misyjnej a przecież istnieje tak wiele innych ważnych wydatków. Na przykład istnieje niebezpieczeństwo że kary zasądzane za działność pedofilską księży znacznie przewyższą dochody Instytutu Dzieł Religijnych. Dlatego pora zrezygnować z działalności misyjnej i to jak najprędzej!


Szczera przyjaźń owocuje

"W Pol­sce mamy do czy­nie­nia z serią ta­jem­ni­czych zgo­nów osób wpły­wo­wych, które mogły się stać za­gro­że­niem dla po­tęż­nych grup in­te­re­su. Ta seria przy­po­mi­na to, co dzie­je się za wschod­nią gra­ni­cą. Nie tylko w Rosji, ale także poza jej gra­ni­ca­mi, giną co rusz osoby, które mogą oka­zać się za­gro­że­niem dla re­żi­mu bądź in­te­re­sów służb spe­cjal­nych o postkomunistycz­nym ro­do­wo­dzie.  Mamy kla­sycz­ne za­bój­stwa, tak jak w przy­pad­ku Krzysztofa Olew­ni­ka czy b. mi­ni­stra spor­tu Jacka Dęb­skie­go, jak i dziw­ne sa­mo­bój­stwa np. Ire­ne­usza Se­ku­ły, An­drze­ja Lep­pe­ra, Je­re­mia­sza Ba­rań­skie­go czy Sła­wo­mi­ra Pe­te­lic­kie­go. Do tej grupy do­dać można jesz­cze "nie­wy­ja­śnio­ne wy­pad­ki" i "nagłe ataki cho­rób" jak na przy­kład w przy­pad­ku Kon­stan­te­go Mio­do­wi­cza. W doj­rza­łych de­mo­kra­cjach takie serie zgo­nów właści­wie się nie zda­rza­ją. Dość po­wie­dzieć, że przy­kła­do­wo w Niem­czech w ciągu ostat­nie­go ćwierć­wie­cza było tylko jedno sa­mo­bój­stwo po­li­ty­ka po­dob­nej rangi. Podczas śledztw w tych sprawach popełniono dziwne błędy. Naj­czę­ściej do­ty­czy­ły one tzw. zgo­nów week­en­do­wych. Je­że­li sek­cji zwłok osoby zmar­łej do­ko­nu­je się do­pie­ro po upły­wie dwóch dób, bo Za­kład Me­dy­cy­ny Są­do­wej nie pra­cu­je w week­end, to każ­de­go do­świad­czo­ne­go pro­ku­ra­to­ra, funk­cjo­na­riu­sza służb czy po­li­cjan­ta ogar­nia pusty śmiech. W Pol­sce wciąż żyje wiele osób, które mają pod­sta­wy, by oba­wiać się o swoje bez­pie­czeń­stwo. Licz­ba afer, nie­ja­snych po­wią­zań, związ­ków po­li­ty­ki, służb i biz­ne­su, wiel­kie prze­tar­gi mogą sta­no­wić swego ro­dza­ju śmier­tel­ny splot."

Bogdan Śwęczkowski, były szef ABW, w wywiadzie dla tygodnika "Do rzeczy".

Jakoś to przeszło bez echa, a przecież są to jedne z najważnieszych słów w ostatnich 20 latach. B. Śwęczkowski zwrócił uwagę na ważny ślad - podobieństwo do wydarzeń w Rosji! Pomijając pojedyncze przypadki jak Sekuła czy Olewnik (który z pewnością zalicza się do innej kategorii - mafia lokalna), prawdziwy wysyp dziwnych zgonów nastąpił stosunkowo niedawno. Seryjny samobójca zaczął grasować dopiero po spotkaniu Putina i Tuska w 2009 roku w Sopocie. Przyjaźń Donka i Putina zawiązana na Sopockim molo musiała zaowocować. Władimir w przyjaźni jest szczery i hojny. Oddaje przysługi tak, jak potrafi najlepiej, jakby to robił dla samego siebie!

środa, 4 września 2013

Tanie mieszkanie w Warszawie - by żyło się lepiej

 Salon i loggia, dwie sypialnie. Dywany zmieniane kilka razy w roku, zimą białe, latem - z kwiatów i ziół. Boazeria dąb, orzech.


Kuchnia


 Garderoba, suszarnia i składzik na różności.


 Świeca, będzie nastrojowo wieczorem

Duży metraż, ogrzewanie słoneczne.
 Mieszkają tu bezdomni, kilku mężczyzn i kobieta.

Blisko osiedle Marina i przystanek SKM.

End

wtorek, 3 września 2013

Franciszek w zbożu

Po słynnych kręgach zbożowych, które podobno pozostawia UFO aby nawiązać łączność z naszą cywilizacją, przyszedł czas na Franciszka.

Gigantyczny portret papieża Franciszka o powierzchni 25 tysięcy metrów kwadratowych pojawił się na polu pobliżu Werony w północnych Włoszech.
Portret uśmiechniętego papieża wykonał artysta Dario Gambarina za pomocą traktora.

Przy wizerunku widnieje hasło "Miłość wyzwala". Co, albo od czego miłość wyzwala artysta nie napisał. Może chodziło mu o to że miłość wyzwala od pruderii, dlatego użył wizerunku Franciszka.


Portret widoczny jest tylko z góry, możliwe więc że jest to przekaz do Pana Boga, żeby poznał naszego nowego idola oraz naszą potrzebę miłości wyzwolonej.


Ciekaw jestem  kto odpowiada za te wszystkie akcje promocyjne Franciszka? Chyba nie tylko Watykan.
 Niedawno, przed wyjazdem papieża do Brazylii widzieliśmy wcielenie Franciszka - przyjaciela zwierząt, do którego zlatują się gołębie, jak w opowieściach o św. Franciszku z Asyżu:


Widzieliśmy też jak Franciszek na placu św. Piotra przyjmuje piuskę uszytą przez jakiegoś "zwykłego" widza a oddaje mu swoją. Dziwnym trafem piuska ta doskonale pasowała do głowy Franciszka. Zakłada ją zaraz na głowę łamiąc wszelkie reguły bezpieczeństwa.

Jeszcze w trakcie trwania konklawe mieliśmy do czynienia z akcją która wskazywała na Franciszka, chociaż jeszcze nie wiedzieliśmy kto zostanie papieżem nie mówiąc o tym jakie imię wybierze. Byli to dziwni osobnicy jeden wyglądający na bezdomnego, chodzący z napisem "Franciszek na papieża":



Drugim był bosonogi pielgrzym z drewnianym kosturem. Ubrany tak jak chodzili ubrani franciszkanie i jak prawdopodobnie wyglądał sam św. Franciszek z XIII wieku. On również pojawił się na placu św. Piotra przed wyborem Bergoglio w ów pamiętny deszczowy dzień:




O cudach lub co najmniej nadzwyczajnych wydarzeniach jakie miały rzekomo dziać się wśród kardynałów podczas wyborów Franciszka rozgłaszał m.inn. kardynał Ch. Schönborn.

Był jeszcze przypadek "egzorcyzmu" jaki rzekomo odprawił Franciszek dotykając młodego niepełnosprawnego na wózku. Watykan zdementował że był to egzorcyzm, jednak filmik obiegł świat, bo inwalida zachowywał się dziwnie - cofnął się sycząc jak oparzony kiedy ręce Franciszka spoczęły na jego głowie.

W ostatnim miesiącu miała miejsce wrzutka medialna o rzekomym objawieniu jakiego doznał Benedykt XVI i pod wpływem którego podał się do dymisji. Zostało to potem zdementowane przez Watykan.

Wszystkie te akcje wskazują że mamy do czynienia z przemyślaną kampanią mającą pokazać niezwykłość nowego papieża, i przekonać wiernych że towarzyszą mu nadzwyczajne znaki.

Franciszek zaniepokojony zakazem uboju

Jak podał portal wyborcza.pl, papież Franciszek rozmawiał wczoraj z prezesem Światowego Kongresu Żydów Ronaldem Lauderem o zakazie uboju rytualnego w Polsce. Papież wyraził zaniepokojenie że w Polsce nie można zabijać zwierząt w sposób który sprawia im cierpienie. Papież polecił kardynałowi Kurtowi Kochowi, przewodniczącemu komisji do spraw relacji z judaizmem, zbadać tę sprawę i zwołać spotkanie już w przyszłym tygodniu.

Słuszne jest zaniepokojenie Franciszka - bez podrzynania gardeł krowom, Kościół Katolicki nie mógłby istnieć.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Gdy będą przed wami odkrywać swoje grzeszne szlaki – tak, abyście zaakceptowali ich fałsz


Abp. J. Kowalczyk (KI Cappino) w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" opublikowanym 20 sierpnia, jednoznacznie poparł Platformę Obywatelską zachęcając, zgodnie z linią partii, do bojkotu referendum na temat odwołania HGW ze stanowiska prezydenta Warszawy. Uczynił tak pomimo że wcześniej sam wielokrotnie wzywał kapłanów do niezajmowania stanowiska w sprawach politycznych. Powiedział też że państwo powinno uznać związki partnerskie homoseksualistów przyznając im prawa majątkowe i spadkowe oraz poparł ubój rytualny.

I tak to właśnie działa. Pomimo że podobno był tylko kontaktem informacyjnym (KI) komunistycznej Służby Bezpieczeństwa (dającym m.in. sprawozdania o różnicach poglądów w obrębie kleru), to odruch posłuszeństwa linii politycznej i ideologicznej  dzisiejszych spadkobierców tamtej władzy pozostał we krwi do dzisiaj. Musiał sobie zapewne jakoś zracjonalizować swoje donoszenie i tak powstał "liberał" Kowalczyk.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Sytuacja w Egipcie jako część większej układanki

Armia egipska uratowała koptyjskiego biskupa Joannesa Zakarię przed śmiercią. Islamscy fanatycy z Bractwa Muzułmańskiego próbowali włamać się do jego domu i podpalić go. Inny koptyjski biskup katolicki Kyrillos William Samaan z Asjut powiedział że chrześcijanie egipscy obawiają się wychodzić na ulicę i kończą się im zapasy żywności. Skrytykował państwa zachodnie które wciąż mówią o prawie islamistów do manifestacji a nie zauważają że nie powinny one odbywać się z użyciem broni. Hierarcha podkreślił że wezwania do dialogu z islamistami nic nie dają, bowiem grupy te reagują na wszystkie wezwania przemocą. Islamiści w Egipcie oznaczają domy i sklepy chrześcijan czarnym znakiem "X" by łatwiej było je zidentyfikować. Plądrują też chrześcijańskie szkoły i szpitale. Spłonęło już ponad 80 kościołów, dochodzi do linczów, mówi się już o religijnych czystkach. Zwolennicy Bractwa Muzułmańskiego oskarżają chrześcijan o obalenie prezydenta Mursiego. Jak powiedział biskup William, jest to absurd gdyż rezygnacji Mursiego domagało się 33 mln. Egipcjan, nie tylko chrześcijan. Mursi zamiast gospodarką zajmował się islamizacją kraju.

Moim zdaniem sytuację mógłby uratować papież Franciszek. Gdyby pojechał do Egiptu i umył oraz ucałował nogi Muchammeda Mursiego oraz zaapelował o otwarcie Europy dla muzułmańskich imigrantów, na pewno doszłoby od ogólnoświatowego pojednania;)

A poważnie mówiąc, ta koncepcja nie jest taka niemożliwa jak by się mogło wydawać. Jeśli pamiętać że Mossad i CIA spenetrowały wszystkie ruchy islamistyczne na Bliskim Wschodzie a CIA za pomocą marionetkowych dynastii z Arabii Saudyjskiej i Kataru je finansuje, to jest tylko kwestią kilku podpisów ważnych ludzi w Waszyngtonie i Tel Awiwie, by nagle zapiekli wrogowie Izraela stali się łagodnymi barankami. W takim razie, ktoś mógłby zapytać, dlaczego do tej pory tak się nie stało? Cóż, trzeba być naiwnym żeby sądzić iż jedynym pragnieniem rządu izraelskiego jest pokój z sąsiadami i nie ma on żadnych innych interesów do załatwienia.

Do tej pory bezpieczeństwo Izraelowi zapewniał pokaźny arsenał broni masowego rażenia. Jednak rozwój elektroniki i komputerów spowodował, powstanie nowego typu broni - pocisków inteligentnych i bezpilotowych aparatów latających o dużej precyzji uderzenia. To właśnie ich precyzja powoduje że są one narzędziem znacznie groźniejszym niż dotychczasowe rodzaje broni konwencjonalnej. Ich powstanie, początkowo w USA, zmusiło ZSRS do przewartościowania dotychczasowej strategii masowych zagonów pancernych na kraje Zachodu i w efekcie zakończenia zimnej wojny. Problem w tym że produkcję tych broni opanowała w ostatnich latach również Rosja i Chiny i stały się dostępne krajom Trzeciego Świata, w tym Egiptowi i Syrii. Dlatego Izrael w mojej ocenie został zmuszony do "libanizacji" tych krajów jak i wrogiego reżimu w Muamara Kadafiego. Mówiąc prosto wybrał "mniejsze zło". Lepiej mieć wrogów biednych i skłóconych wewnętrznie niż nawet mniej niechętnych ale dobrze uzbrojonych. Rozwalając od środka sąsiednie reżimy, państwo żydowskie z pewnością dysponuje jednak planem awaryjnym lub dalszą logiczną częścią obecnie wdrażanego planu, która będzie oczywiście pokojem i pojednaniem. Dlatego całkiem możliwe że pojawi się tam nagle "mąż pokoju" który pojedna jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Żydów i Palestyńczyków a świat przyklęknie w niemym zachwycie. Tylko wojna musi się jeszcze trochę rozkręcić, żeby efekt na widzach był mocniejszy.

Prezydent Turcji powiedział 3 dni temu że to Izrael stoi za przewrotem wojskowym w Egipcie, oraz że na potwierdzenie swoich słów ma istotne dokumenty. Dodał ponadto że Turcja nie pozostanie obojętna wobec wydarzeń w Egipcie. Jego wypowiedź natychmiast potępił rzecznik rządu USA Josh Earnest (jak można oskarżać tak szlachetne państwo jak Izrael o tak niecne czyny?). Tymczasem Unia Europejska nałożyła sankcje na Egipt co zapewne jeszcze bardziej pogłębi kryzys gospodarczy i osłabi armię. Będące w opozycji Bractwo Muzułmańskie niczego lepszego nie mogło oczekiwać.

W tym samym czasie w Damaszku, podczas pobytu tam ekspertów ONZ od broni chemicznej, jak na zawołanie doszło do ataku chemicznego. Zginęło według rządu ponad 130 ludzi a według terrorystów islamskich i popierających ich mediów krajów zachodnich, ponad 1300. Propaganda antyassadowska twierdzi że ataku dokonano za pomocą rakiety. Assad musiałby być samobójcą żeby w czasie pobytu ekspertów ONZ dokonywać ataku chemicznego i to w kontrolowanym przez siebie mieście.

Tak więc zawierucha na Bliskim Wschodzie coraz bardziej się rozkręca i prawdopodobnie nie trzeba będzie czekać zbyt długo jak zahaczy o Europę.